ZaKODowani na wolność

  • 11 grudnia 2015
  • Brak komentarzy

To poszło jak burza. Prezydent Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego, skazanego na 3 lata pozbawienia wolności i 10 lat zakazu pełnienia funkcji publicznych, nie czekając na uprawomocnienie wyroku sądu. W rządzie PiS Kamiński został ministrem od służb specjalnych. Prezydent odmówił też zaprzysiężenia sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. W Sejmie, gdzie po jesiennych wyborach większość ma PiS, błyskawicznie przegłosowano nowych kandydatów. Na przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości PiS wybrał Stanisława Piotrowicza, byłego członka PZPR, który jako prokurator w 2001 r. wsławił się umorzeniem śledztwa przeciw oskarżonemu o molestowanie dzieci proboszczowi w Tylawie. Mamy też PiS-owskiego ministra kultury, który urzędowanie rozpoczął od żądania odwołania premiery we wrocławskim teatrze, chociaż nie widział spektaklu. A potem zapowiedział porządki w mediach publicznych.

Zakodowani_001

Zakodowani_004

Zakodowani_003

Polacy się obudzili. Bo gdy jedna, zwycięska partia bierze Sejm, rząd i chce mieć „swój” Trybunał oraz media – to już nie jest demokratyczna trójwładza, to pachnie autorytaryzmem. No nie. „Nie o take” Polskę nam chodziło.

18.11.15 Krzysztof Łoziński, dziennikarz, pisarz i były opozycjonista, w internetowym Studio Opinii rzucił hasło: Trzeba założyć Komitet Obrony Demokracji, wzorowany na Komitecie Obrony Robotników”. Podchwycił je Mateusz Kijowski – informatyk, ojciec czwórki dzieci, bloger. Wysoki, barczysty facet w okularach, z brodą i długimi włosami zebranymi w kitkę, któremu tylko swetra z owczej wełny brak, by wyglądał jak opozycjonista z lat 80. Następnego dnia (19.11.15), niemal w samo południe, Kijowski założył grupę KOD na Facebooku. Jedną z pierwszych osób, które nowinę podały dalej, była Danuta Kuroń, wdowa po Jacku Kuroniu. Dzień później KOD liczył 2.000 członków. W południe miał manifest. Następnego dnia regulamin, fanpage oraz… 18.500 członków. Trzeciego dnia po założeniu (22.11.15) „ludzi KOD” było ponad 33.000. Jakby działały dobre, obywatelskie drożdże: pojawiły się grupy regionalne, liderzy, aktywiści, rozdzielono zadania… w podobny sposób i w podobnym tempie powstawała w 1980 r. „Solidarność”.

Symbolem KOD szybko stał się opornik – taki sam, jaki wielu Polaków nosiło w stanie wojennym, wysyłając sygnał komunistycznej władzy: „Jesteśmy przeciw”. 3.12.15 już ponad 40.000 ludzi uważało, że demokracja w Polsce jest zagrożona. Wielu z nich tego dnia wzięło udział w pierwszej publicznej akcji KOD – pikiecie pod siedzibą Trybunału. Kim są? Dlaczego dołączyli do KOD?

PRZECIĘTNY HOMO SAPIENS

Magdalena Borecka (40 lat), Katowice
Jestem mamą Julki – jednego z najfajniejszych dzieci świata, Polką, Ślązaczką.
Podstawą mojej prostej filozofii jest szacunek, który na wstępie, z automatu, każdemu się należy. Potem życie to zweryfikuje… Nie oceniam ludzi według tego w co wierzą, z kim się rano budzą i jakiej są narodowości, dopóki postępują zgodnie z prawem. Nie jestem obojętna, nie mijam leżącego na ulicy, jeżeli mogę, dzielę się tym, co mam. Chciałabym zostawić świat lepszym niż go dostałam, takie proste założenie przeciętnego homo sapiens.
Dlaczego jestem w KOD? Bo demokracja jest jak swobodny i spokojny oddech. Żyję, a mojego bezpieczeństwa strzegą precyzyjne mechanizmy, niczym zamki w drzwiach, które nie pozwalają intruzowi wedrzeć się do domu. Wolność jest jak świeże górskie powietrze. Gdy człowiek raz wypełni nim płuca, wpada w nałóg! Dlatego tutaj jestem. Chcę hiperwentylować się wolnością i spać w nocy spokojnie. Najbardziej cieszy mnie, że znalazłam się w grupie, która nie uprawia polityki, nie rozlicza, nie pluje jadem, nie szerzy nienawiści i defetyzmu. My tutaj będziemy strzec Konstytucji jak oka w głowie i maksymalnie uprzykrzymy życie tym, którzy jej nie szanują. A wszystko zgodnie z prawem. Ale będziemy bezwzględni – ostrzy jak brzytwy!
Magdalena napisała na stronie KOD: „Nie dajmy ponieść się emocjom. Nie zamieniajmy KOD w forum anty-PiS lub miejsce dla malkontentów. Nie możemy tylko narzekać, bo MAMY ROBOTĘ DO WYKONANIA! Szkoda czasu! Ależ namieszaliśmy… do tej pory największym problemem PiS była PO. A teraz problemem PIS jest jeszcze KOD. Żadna partia, żadna sekta. Po prostu – Obywatele. No i jak tu zgrabnie walczyć z własnym narodem? Namieszaliśmy w ich superplanie, bez dwóch zdań…”.

LEWICOWY OPTYMISTA

Adrian Jasiński (23 lata), Sanok
Od dzieciństwa jestem niepełnosprawny. Mieszkam z rodzicami, żyję z renty. Moje poglądy są lewicowe, najbliżej mi do Twojego Ruchu i Zielonych. Nie popieram PO, ale uważam, że poprzednia ekipa była mniejszym złem. Mierzi mnie zachowanie trolli wynajętych przez PiS, którzy w internecie spamują i piszą kłamstwa, szerzą teorie spiskowe oraz rzucają nienawistne, nawołujące do przemocy, prymitywne hasła. Kierują hejt we wszystkie partie, środowiska i osoby, które są przeciwko PiS i innym, skrajnie prawicowym opcjom.
Dlaczego jestem w KOD? Bo chcę bronić wolności, demokracji, świeckości państwa i równości wszystkich obywateli. Na stronie KOD Adrian napisał: „Musimy bronić wolności, demokracji, świeckości i równości, bo to co robi rządzący ostatnio PiS (ułaskawienie Kamińskiego przez Dudę i „reforma” Trybunału Konstytucyjnego) to jawne destabilizowanie państwa. Musimy się przeciwstawić! Trzeba działać, wymyślać konstruktywne, merytoryczne akcje. Jestem przekonany, że poradzimy sobie i w ciągu 4 lat PiS przestanie rządzić. Nie powinno się nikogo dyskryminować ze względu na płeć, orientację seksualną, wiek, narodowość, rasę, pochodzenie etniczne, wyznanie, bezwyznaniowość, niepełnosprawność czy przynależność polityczną. Każdy człowiek powinien być równy wobec prawa!!!”.

BYSTRA LICEASTKA

Michalina Szczęsna (18 lat), Grodzisk Mazowiecki.
Uczę się w LO, jestem w klasie maturalnej. Lubię teatr, książki psychologiczne, słucham bardzo dużo muzyki. Jestem jedynaczką. Tata nie żyje, wychowuje mnie mama. Jestem w KOD, bo przeraża mnie wizja fanatycznej, katolickiej Polski. Przedstawiciele władz, na mocy konstytucji, mają obowiązek zachować bezstronność religijną.
 Chcę żyć w kraju świeckim, w którym ludzie zasiadający w Sejmie mają wiedzę i obycie, gdzie „człowiek człowiekowi bliźnim’’ i nie ma podziałów na lepszych i gorszych, a wiara, orientacja i kolor skóry nikogo nie stygmatyzują. Marzę o takim kraju… Mam nadzieję, że w tych marzeniach nie jestem sama. Na stronie KOD Michalina napisała: „Dopiero wkraczam w dorosłe życie. Do niedawna moje zainteresowanie polityką ograniczało się do oglądania wiadomości. Nie przywiązywałam wagi do tego, co się dzieje, sytuacja w Polsce wydawała mi się stabilna. Rok temu jednak moje zainteresowanie polityką gwałtownie wzrosło… obejrzałam filmik, w którym Filip Chajzer pytał Polaków, czy wiedzą, co oznacza symbol SS. Zdałam sobie sprawę, jak niedouczeni i nieobyci są otaczający mnie rodacy. A potem były wybory. Chwytliwe hasła rzucane przez Andrzeja Dudę, które z rzeczywistością miały (i mają) niewiele wspólnego. Mimo to wybrano go na prezydenta! Przeraził mnie fakt, że większość głosujących na Dudę to ludzie młodzi, przyszłość kraju. Było mi za nich wstyd. Miałam nadzieję, że naród się obudzi i w jesiennych wyborach nie popełni kolejnego błędu. Jestem tolerancyjna: nie przeszkadzają mi osoby w jakikolwiek sposób wyróżniające się z tłumu – kolorem skóry, spojrzeniem na świat, orientacją czy religią. Ale nie potrafię zrozumieć ludzi, którymi rządzi fanatyzm. Państwo powinno być, moim zdaniem, świeckie i wolne światopoglądowo. Każdy niech wierzy, w co tylko mu się podoba – afiszowanie się i narzucanie swojej wiary innym uważam za ingerowanie w prawo do wolności drugiego człowieka. Politycy powinni mieć otwarte umysły, dążyć do rozwoju i być oparciem dla obywateli. Poziom dyskusji posłów z PiS na kontrowersyjne tematy, które powinny być sprawą naszego sumienia (in vitro, aborcja czy eutanazja) świadczy o ich zaściankowości i skrajnej nietolerancji. Brak im otwartości na tę część społeczeństwa, która ma inne zdanie”.
Pod tym postem Michalina zebrała niemal tysiąc „lajków”.

AKTYWISTA Z „RAZEM”

Mateusz Karniewicz (18 lat), Warszawa
Chodzę do LO, mam dziewczynę. Moją pasją jest polityka i prawo. Uwielbiam obserwować, co dzieje się na świecie! Ja od dawna uważałem, że z demokracją w Polsce nie jest dobrze. Gdy powstał KOD, zastanawiałem się, czy nie jest to ruch kierowany przez konkretną partię; bałem się też, że to zwykła grupa anty-PiS. W końcu KOD powstał, gdy swój rząd sformował PiS! Uświadomiłem sobie jednak, że nie ma „dobrego czasu” na powstanie KOD. Za rządów PO byłby pewnie ruchem kojarzony z PiS-em. Zobaczyłem, że są tu osoby o różnych poglądach, które łączy jedno: chcą mieć wolne, demokratyczne państwo.
Uważam się za demokratycznego ideowca o lewicowych poglądach, dlatego od kilku miesięcy działam w „Razem”. To partia w pełni demokratyczna, bez jednego wodza. Do wyborów szliśmy z „najtańszym” programem, zakładającym demokratyczny, a zarazem najkorzystniejszy dla większości Polaków ustrój. Wygrał jednak PiS. Posunięcia nowej władzy były impulsem, którego ludzie już nie wytrzymali, w tym ja. Demokracji trzeba dziś pilnować – o tym się mówi już nie tylko w Polsce. Zaangażowałem się. Działam. W KOD najpierw zająłem się Twitterem, to zacząło mnie wyróżniać i zaraz dostałem więcej zadań. Tworzę grafiki propagujące KOD, zbieram opinie na temat funkcjonowania Komitetu. Mam wiele pomysłów, które często od razu są wcielane są w życie. Jestem jednym z wielu, „mrówką pracującą na wspólne mrowisko”.
Na stronie KOD Mateusz napisał: „Drodzy Państwo, jesteśmy ruchem broniącym demokracji i strzegącym jej. Nowa władza pogorszyła sytuację, co dało nam impuls do działania, ale musimy pamiętać, że demokracja wcześniej też nie była w dobrym stanie. KOD powstał, by demokracji bronić. Nieważne, jaka partia rządzi, ważne, by rządziła zgodnie z prawem”.

SPOŁECZNICTWO W GENACH

Magda Topińska (44 lata), Warszawa.
Jestem niepokorną duszą, 10 lat temu opuściłam stolicę i wybrałam życie w leśnej osadzie, której nie ma na mapach. Mam syna i trzy córki, w tym bliźniaczki. Nigdy nie należałam do żadnej partii, a moje przekonania polityczne, jak serce: leżą trochę na lewo, trochę pośrodku… Cenię i szanuję każdą frakcję, która szanuje innych. Przedstawia swoje poglądy, ale ich nie narzuca. Na co dzień zajmuję się rękodziełem artystycznym, fotografuję, piszę. Zajmuję się też animacją kultury: organizuję z moją najstarszą córką imprezy uliczne, flash-moby, warsztaty ekologiczne i plastyczne.
Jestem w KOD, bo pragnę wolności dla siebie, swoich dzieci, dla ludzi bliskich i dalszych. Wszystkich, którym bliskie jest poczucie etyki i zasad, którzy potrafią różnić się kulturalnie, a nawet pięknie. Jestem w KOD, bo pochodzę z rodziny o długiej tradycji walki o wolność i pracy społecznej – rzec można, „mam to w genach” :) Moi dziadkowie, Zofia i Jan Topińscy, otrzymali tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, uratowali życie wielu ludziom. Ojciec jest doktorem nauk rolniczych, przyrodnikiem, mama doktorem biologii i nauczycielem akademickim. Oboje działali w opozycji. W stanie wojennym, nocą z 12 na 13 grudnia 1981 r., tata został aresztowany. Chwilę po północy rozległo się walenie do drzwi – gdy matka otworzyła, okazało się, że jeden z milicjantów dzwonił, a drugi już podważał łomem futrynę. Zabrali go, nie wyjaśniając niczego, ani słowem. Miałam 10 lat, niewiele rozumiałam. Tylko często potem przychodzili do nas znajomi i sąsiedzi, prowadzili długie, szeptane rozmowy. Po dwóch miesiącach matka dowiedziała się, że ojciec jest w Białołęce, po kolejnych dwóch znalazł się w obozie w Jaworzu. Był internowany przez 9 miesięcy. Mam z kogo być dumna, mam z kogo brać wzór.
Na FB Magda napisała: Zamiast skupiać się na tym, co nas różni, znajdźmy płaszczyznę porozumienia. Naprawdę rzadko zdarzają się jednostki, dla których szkodzenie innym stanowi sens życia. Większość po prostu ma tak niskie poczucie własnej wartości, że ciągle uważa, iż opinia innych dotyka ich osobiście. Dlatego „bronią” swoich poglądów, starając się wbić w ziemię „przeciwnika”. Żadna opinia na Twój temat, nic, co ktokolwiek o Tobie powie, pomyśli, czy poczuje, w żaden sposób nie umniejsza ani nie powiększa tego, kim jesteś”.

POLKA Z WYBORU

Lena Nowak (41 lat), Kraków
Przyjechałam z Doniecka, po rozpadzie ZSRR i odzyskaniu niepodległości (względnej) przez Ukrainę. Mieszkam w Polsce 21 lat. Mam dwoje dzieci. Rodzice i ja jesteśmy muzykami. W Polsce od początku pracowaliśmy w swoim zawodzie, grając w zespole na krakowskim Kazimierzu. Obserwuję, jak Polska się rozwija, od chwili przyjazdu i wiem, że początki nie były łatwe. Mogę stwierdzić: żyłam tu w ciekawym okresie polskich przemian. Polityka zaczęła mnie interesować 10 lat temu. Chciałam starać się o obywatelstwo polskie, ważne było dla mnie, aby mieć prawa wyborcze – a nie wyobrażam sobie, by być obywatelem kraju, o którym mało wiem. Zaczęłam czytać o historii Polski i jej polityce międzynarodowej. O polskiej kulturze wiedziałam już sporo. Bardzo ważny był język: chciałam mówić i pisać po polsku w stopniu zaawansowanym. Zdałam egzamin państwowy i od oięciu lat jestem pełnoprawną obywatelką RP. Pracuję, biorę udział w festiwalach i wystawach, tworzę ręcznie haftowaną biżuterię, uczę gry na flecie. Za tydzień mam koncert!
Dlaczego jestem w KOD… trudno o jedną odpowiedź. W 1989 r. zaczęto tworzyć nową konstytucję Rzeczpospolitej, już nie PRL – po latach narzuconego ustroju i rządzenia, a moim zdaniem – okradania kraju przez komunistyczny ZSRR. Długo trwały przygotowania do referendum w 1997 r. Zaangażowała się w to Unia Demokratyczna, Lech Wałęsa, w 1992 r. przyjęto „małą konstytucję”. Poparło ją 51 proc. Polaków. Powstało państwo prawa, które miało funkcjonować dla dobra obywateli: uwzględniać potrzeby większości i mniejszości, z poszanowaniem wolności artystycznej. Przez tyle lat Polska starała się, z lepszym lub gorszym skutkiem, zależnie od tego, jaka partia polityczna rządziła, przestrzegać Konstytucji! Starała się otworzyć na świat… wiem o tym, bo obserwowałam, co się tutaj dzieje, i studiowałam polską historię. Przyłączyłam się do KOD, bo moim zdaniem wyraźnie wytyczony kierunek, w którym Polska ma iść pod rządami PiS, jest niezgodny z tym, co uchwalono tutaj po wielkich zmianach, w latach 90-tych. Z kraju na obrzeżach Rosji i zależnego od niej, Polska stała się państwem rozwoju intelektualnego i gospodarczego. A teraz ma to stracić?! Nie godzę się też na państwo w państwie, którym jest Kościół, chociaż szanuję każdą wiarę. Kościół stronniczy przestaje być kościołem, zaczyna być partią polityczną, umniejsza swoje zasługi walki z komunizmem. Widzę demokrację w Polsce jako ustrój, w którym wybrana demokratycznie większość uwzględnia potrzeby mniejszości, z poszanowaniem konstytucji, bez grożenia, że zmienią ją na swój sposób! Prezydent powinien być człowiekiem ponad podziałami – nie kimś wysłanym by „wykonać zadanie” dla człowieka, który manipuluje zza sceny i ustala, kto jest ważny w danej chwili, a kto nie. Jestem za szacunkiem dla różnych poglądów, bez agresji, bez ograniczania wolności słowa, kultury, wyznania, orientacji. Czuję się tak związana z Polską, że nie jest mi obojętne jaki los ją czeka. Jeśli trzeba będzie walczyć o to, by moje dzieci żyły w wolnej Polsce, jestem nawet gotowa walczyć. Mam nadzieję, że nie będzie to konieczne.

DYSYDENT I UCHODŹCA

Jerzy Sychut (67 lat), Sztokholm
Wychowałem się w Krakowie, jestem elektrykiem i elektronikiem. Zajmowałem się akustyką i oświetleniem w teatrach studenckich, pracowałem jako elektryk w kopalni węgla i w instytutach badawczych. W 1977 r. zamieszkałem w Szczecinie, tam podpisałem deklarację ROPCiO i zostałem współpracownikiem KSS KOR (na ganku, u Sewka Blumsztajna. Później zakładałem KPN i zajmowałem się kolportażem opozycyjnych materiałów. Aresztowano mnie 6 grudnia 1980 r. za „próbę obalenia ustroju siłą” (art. 123 KK, przewidujący za to od 5 lat więzienia po karę śmierci). Siedziałem do maja 1981 r. Uwolniono mnie, tak jak innych działaczy KPN, dzięki interwencji KOR i protestom społecznym. Wolny, wreszcie mogłem wraz ze wszystkimi oglądać „karnawał Solidarności”.
Załomotali do drzwi już 12 grudnia 1981 r., nocą… Żona nie otworzyła. Zaczęli wybijać dziurę w ścianie, obok stalowych drzwi. Wyskoczyłem przez okno z drugiego piętra, gdy patrol poszedł ogrzać się w bramie. Wylądowałem w zaspie, przydało się szkolenie skoczka wojsk spadochronowych. W stanie wojennym ukrywałem się, ujawniłem w połowie sierpnia 1982 r. Zostałem internowany i trafiłem do obozu w Wierzchowie. Po miesiącu, po udziale w głodówce – niespodziewanie mnie wypuszczono. Byłem potem wielokrotnie zatrzymywany na 48 godzin. W grudniu 1982 r. wezwał mnie prokurator i stwierdził, że mógłbym uniknąć udziału w procesie KPN, gdybym… wyjechał z Polski. Władzy nie zależy na uwięzieniu ojca trojga dzieci (żona była w widocznej, trzeciej ciąży). Mogłem nie wyjeżdżać, ale bałem się o losy rodziny… zgodziłem się na banicję. W ambasadzie szwedzkiej złożyliśmy wniosek o azyl. Otrzymaliśmy wizy i zgodę na stały pobyt w Szwecji. W polskich paszportach mieliśmy stempel: „Dokument traci ważność po jednokrotnym przekroczeniu granicy PRL”. Przekroczyliśmy ją 22 marca 1983 r., na promie „Pomerania”, który zaprojektowała m.in. moja żona. Nigdy wcześniej nim nie płynęła. W Szwecji zamieszkaliśmy w obozie dla uchodźców, w lesie. W połowie kwietnia urodziło się nasze trzecie dziecko. Znaleźliśmy mieszkanie w Sztokholmie. Przez wiele lat używaliśmy paszportów nansenowskich. W 1988 r., gdy miałem już szwedzkie obywatelstwo, PRL odmówił mi wizy, kiedy chciałem przyjechać na pogrzeb ojca. Początki w Sztokholmie były trudne. Brałem każdą posadę. Gdy była okazja, pracowałem po 20 godzin na dobę. Po pracy uczyłem się marketingu, reklamy i informatyki. Udało nam się wychować i wykształcić trójkę wspaniałych dzieci. Żona pracowała jako architekt, ja zostałem szefem IT w niewielkim przedsiębiorstwie. W 1995 r. za innowacyjne rozwiązanie (samofinansowanie zbierania odpadów) otrzymałem nagrodę miasta Sztokholmu. Była gala, burmistrz wyściskał… W 2011 r. odmówiłem przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, a rok później – Krzyża Wolności i Solidarności.
Nie dla orderów robiliśmy, co należało… Spotkałem się z opinią, że „sypialiśmy na styropianie dla szmalu i medali, doprowadziliśmy Polskę do ruiny”. Czułem gorycz i niechęć do polskich godności. Przyjąłem tylko skromny medal „Dziękujemy za Wolność”, który 3 maja 2015 r. dało mi stowarzyszenie Sieć Solidarności w Krakowie.
Nigdy nie otrzymywałem żadnych świadczeń związanych z działalnością publiczną. Dwa lata temu ZUS odrzucił mój wniosek o należną część emerytury, za 17 lat przepracowanych w PRL. Mieszkam w Sztokholmie, w wolnych chwilach zajmuję się żeglowaniem i szkutnictwem. Wkrótce znów będę dziadkiem.
Dlaczego jestem w KOD? Po 1989 r. mało interesowałem się wydarzeniami w Polsce. Wszystko szło ku lepszemu. Zaniepokoiłem się, gdy kilka razy usłyszałem określenie: „IV Rzeczypospolita”. O co chodzi? Zacząłem się przysłuchiwać obradom Sejmu. Nauczyłem się odróżniać polityków po retoryce – niektórzy gadają przez zaciśnięte zęby. Uważnie obserwowałem ostatnie wybory. Byłem przerażony sukcesami hołoty i ich argumentacją: żądaniami głów, krwi, zemsty. Nic nie mogłem zrobić. Nawet głosować, bo nie mam polskiego paszportu.
Po przejęciu władzy przez PiS załamałem się. Gdy na Facebooku zobaczyłem zaproszenie z Komitetu Obrony Demokracji – ostrożnie się przyjrzałem… to może być sensowna inicjatywa!… Czy mogę pomóc? Może udział w proteście przed ambasadą? Ważna jest wiara, że biorę udział w czymś ważnym i potrzebnym. Wróciła mi nadzieja i energia!
Na stronie KOD Jerzy napisał: „Od ponad roku Szwecja tkwi w poważnym kryzysie parlamentarnym. Koalicja, licząc zaledwie 38 proc., nie jest w stanie rządzić, jednak utworzyła rząd. Mimo różnic, politycy starają się dogadywać i stawiają sobie nadrzędny cel: naród. Ponad partyjne interesy. Odwrotnie do tego, co dzieje się w Polsce… Nie jestem zwolennikiem żadnej opcji politycznej. Przeciwstawiam się nietolerancji. Nie podoba mi się pokrętna retoryka PiS ani tzw. prawicowych mediów. Przejrzałem projekt konstytucji PiS – nie ma znaczenia, że już „nie lubią” tego dokumentu… Przeraził mnie ich sposób myślenia. Jest niebezpieczny dla społeczeństwa!”.

MAMA MAĆKA PO PRZESZCZEPIE

Anna Serczyk (39 lat), Kraków.
Jestem przede wszystkim mamą. Pamiętam czasy, kiedy byłam wyłącznie szczęśliwa, teraz też bywam. Mój syn Maciej rośnie jak na drożdżach! Ma 12 lat, a właściwie… 12 i 4, bo dokładnie w 8. urodziny przeszedł przeszczep serca, który dał mu drugą szansę na życie. Z sali operacyjnej wyjechał z balonami nadmuchanych rękawic chirurgicznych, ozdobionych napisem „100 lat!”. Niezwykły prezent, dostać na urodziny, po prawie roku czekania, drugie życie. Pochodzę z rodziny głęboko wierzącej i wierzę, że to nie przypadek. Mój syn czekał wraz z dwiema dziewczynkami w podobnym wieku, o tej samej grupie krwi. Szanse na przeszczep były niewielkie, operacji odbywa się dramatycznie mało. Udało się całej trójce.
Jestem też z rodziny, w której zawsze chodzi się na wybory. Nie głosowaliśmy na lewicę, bo znamy komunizm. Chcieliśmy rządów prawicy: wydawało nam się , że one muszą być uczciwe… ale pamiętam jak dziś, że gdy w 1991 r. powstało Radio Maryja, moja babcia, która na każdej ścianie ma święty obrazek, słuchała go tylko kilka dni. Potem przestała. Na pytanie dlaczego, powiedziała, że „prawdziwa wiara tak nie wygląda, a żaden ekstremizm religijny nie jest dobry”. Wydawało mi się, że nie ma racji. A teraz myślę, że już wtedy zaczęło się to, co teraz widzimy wokół. Bezwzględność i pycha polityków powoduje, że coraz więcej jest złych, nieszczęśliwych, roszczeniowych ludzi, którzy nie są przyjaźni dla innych. Często zdarza mi się spotykać z wrogością – niczym nie uzasadnioną. I przekonaniem, że inni są nic nie warci. To często odbywa się pod osłoną wiary… nie jest to podejście uczciwe i godne normalnego człowieka.
Dlaczego jestem w KOD? Przystąpiłam w akcie desperacji. Słuchałam doniesień medialnych i z minuty na minutę rosło wrażenie, że biorę udział w jakimś kosmicznym żarcie, że to nie może być prawda, żeby tak lekceważyć prawo i poglądy innych! Czułam bezsilność, a myślę, że nie ma nic gorszego. Pamiętam bezsilność ze szpitala, gdy nie byłam w stanie pomóc synowi, bo wszystko zależało od tego, czy znajdzie się dawca…. Nie chcę znowu czuć się bezsilna.
Anna napisała na stronie KOD: „Tutaj nie chodzi o to, czy lubimy PO, Nowoczesną, PiS czy też nie cenimy polityków w ogóle. Chodzi o przyszłość naszych dzieci i możliwość spełniania marzeń w normalnym kraju. Mój syn jest po przeszczepie. Czekał na serce w szpitalu prawie rok, bo pan Ziobro był uprzejmy poinformować Polaków, że transplantacja to zło i handel organami. Wielu pacjentów nie doczekało operacji. Mój syn żyje, dostał szansę. Miał szczęście. Patrzę jak rośnie i chciałbym, aby państwo, w którym żyję, było uczciwe i szanowało innych. Boję się, że pod nowymi rządami czekają nas kolejne afery. A na przeszczep czeka tyle osób! Np. Julka, wspaniały dzieciak, czeka już ponad pół roku. To tylko jeden z tematów, które mnie przerażają w kontekście nowej władzy. Trzymam kciuki za KOD i wszystkich, którzy protestują!”.

ROZCZAROWANY WYBORCA PO

Edward Urbanowicz (67 lat), Warszawa
Urodziłem się w Ostródzie, mieszkam w Warszawie. Mam żonę, syna i dwoje dorosłych wnuków. Jestem emerytem, byłym informatykiem. Mam rozległe zainteresowania popularno-naukowe, interesuję się historią cywilizacji i religii, zwłaszcza chrześcijaństwa, choć bliższy jest mi buddyzm. Mam przyjaciół, na których mogę liczyć i oni mogą liczyć na mnie. Moje zainteresowania polityczne są centrolewicowe. Wcześniej byłem zwolennikiem PO. Polska prawicowość, z domieszką klerykalizmu, jest destrukcyjna i według mnie – wroga ludziom.
Dlaczego jestem w KOD? Ponieważ widzę zagrożenie budowanego od 1989 r. systemu politycznego, wciąż jeszcze młodego, i demokracji, ze strony zjednoczonej prawicy, sterowanej przez mściwego Jarosława Kaczyńskiego. Chcę wspierać Komitet, przyłączając się do różnych publicznych akcji.
Posty na stronie KOD uważam za ważne i potrzebne w debacie publicznej: to spektrum poglądów osób zatroskanych obecną sytuacją polityczną. Powinny stać się ostrzeżeniem dla polityków, którym wydaje się, że wszystko mogą.
Edward napisał na stronie KOD: „Będzie nas tu co raz więcej, jako opór wobec obecnej władzy, nie przestrzegającej standardów demokratycznych. Będzie nas coraz to więcej, ludzi z różnych środowisk, różnych poglądów, wierzących i nie wierzących, naukowców, artystów, intelektualistów, humanistów, prawników. Aby obecna władza czuła presję, aby się bała nas – bo w istocie oni się boją. Każda dyktatura boi się ludzi i dlatego jest bezczelna i bezwzględna”.

POLKA I EUROPEJKA

Barbara Graszek-Hertig, (62 lata) Augsburg
Pochodzę z rodziny robotniczej. Moi przodkowie byli rolnikami, osiadłymi na Warmii. Jestem mężatką, mam syna i córkę. Mama była osobą pobożną, ojciec twardo stąpał po ziemi – ale nie utrudniał wychowywania mnie i dwóch braci po chrześcijańsku. Nigdy nie należałam do żadnej partii, przekonania zawdzięczam moim rodzicom. To poszanowanie człowieka, obojętne, kim jest, i Ojczyzny, a także kraju, w którym znalazłeś schronienie. Po powrocie ojca z wojny w 1948 r. (walczył u boku generała Maczka) rodzice przenieśli się do Gdańska. W 1989 r. wyjechałam z rodziną do Niemiec. Sami jesteśmy emigrantami, uchodźcami, więc doskonale rozumiem ludzi, którzy uciekają z krajów przed jakimś kataklizmem. Ciężko było się zaaklimatyzować, ale przetrwaliśmy. Nie witali nas w Niemczech kwiatami, jednak przyjęli przyzwoicie i dali dach nad głową. To moja druga Ojczyzna. Mam tylko polski paszport i nie wstydzę się tego. Jestem zła, gdy obecny rząd pluje na Niemcy.
Dlaczego jestem w KOD? Bo zależy mi na Ojczyźnie, w której przeżyłam większą część życia, gdzie żyli moi przodkowie. Tu są moje korzenie. Polacy to jest Naród-Unikat! Boli mnie, że obecnie tak podzielony. Powiem otwarcie: nie lubię Kaczyńskiego. Nie PiS, bo tam są ludzie tacy jak ja, ale ich prezes i jego gwardia to źli ludzie. Myślę, że są zaślepieni zemstą i władzą, nie zależy im w ogóle na Polakach. Wiele jest na to przykładów, choćby to, jak traktuje obecny rząd poprzedniego prezydenta, wybranego demokratycznie przez naród.
Barbara na stronie KOD napisała: „Jestem „weteranką” KOD, od początku czytam każdy post tutaj. Panie Mateuszu, świetny pomysł, świetna robota – i nie spieprzcie tego pięknego ruchu!”.

JEDEN Z „GĘGACZY”

Zakodowani_013

Piotr Rachtan, (66 lat), Warszawa
Mógłbym być już „stypendystą ZUS”, ale nie chcę. Od 42 lat pracuję jako dziennikarz. Zanim nim zostałem, przeżyłem (bardzo aktywnie) Marzec ’68, relegowanie z Uniwersytetu Warszawskiego, „kamasze”, pracę robotnika na torach i meteorologa na Hali Gąsienicowej. Wróciłem na studia, szybko je skończyłem, a potem uciekłem przed nakazem pracy (tak, był w PRL taki przymus) w dziennikarstwo. Uprawiałem różne gatunki, od reportażu po felieton. W latach 70. byłem reporterem tygodnika „Kulisy”. Potem był „Tygodnik Solidarność”, którym kierował Tadeusz Mazowiecki. Stan wojenny to przesłuchania, ucieczka przed internowaniem, ukrywanie się, rewizje i pisanie: „Tygodnik Wojenny”, „Przegląd Wiadomości Agencyjnych” (PWA), Radio „Solidarność”. A po 1989 r. powrót do odrodzonego „Tygodnika Solidarność”… do chwili, gdy redakcję objął Jarosław Kaczyński. Spotkaliśmy się po raz pierwszy i, jak dotąd, ostatni. Krótka rozmowa: zaproponował mi kierowanie jednym z działów. Spytałem o granice swobody w podejmowaniu tematów. „Granice będą ustalane w Gdańsku” – odpowiedział. Zależało mi na niezależności, więc na tym się skończyło.
W 2003 r. z moim przyjacielem Krzysztofem Łozińskim, spotkanym na pogrzebie alpinisty Marka Nowickiego (założyciela Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka) stworzyliśmy internetowy magazyn publicystów „Kontrateksty”. Istniał 11 lat.
A przed ostatnimi wyborami napisaliśmy z Krzysztofem „Raport Gęgaczy”, pierwszą w miarę całościową analizę działalności partii PiS. Wydaliśmy go nakładem własnym. Moja aktywność zawodowa jasno pokazuje, dlaczego jestem w KOD. Liczę, że Komitet będzie skutecznie walczył o wartości, które są dla mnie najważniejsze, bez nachylenia ku interesom grupowym – jak to robią partie. Są tu symptyczni ludzie, to też jest dla mnie ważne.
Na stronie KOD Piotr Rachtan napisał: „Jako pomysłodawca i współautor „Raportu Gęgaczy” czuję, jak serce mi rośnie, gdy tylu współobywateli, deklarując akces do KOD, wyraża dezaprobatę dla prób wprowadzenia w Polsce autorytaryzmu. I nie lęka się o tym jawnie mówić. KOD to ważna inicjatywa. Ujawnia fakt, którego PiS z pewnością nie brał pod uwagę: realnego, a nie tylko deklarowanego przywiązania Polaków do demokracji. I do instytucji stanowiących jej filary. Jedną z nich jest zaatakowany ostatnio Trybunał Konstytucyjny, który wszechwładza Prezesa Państwa próbuje sobie podporządkować. Ta kwestia powinna być pierwszym sprawdzianem determinacji KOD-owiczów. Trybunał trzeba ocalić!”.

DEMOKRATKA NA CO DZIEŃ

Basia Everett (59 lat), Bristol
Uczę historii sztuki i języków obcych w prywatnym liceum dla dziewcząt. Mąż jest Anglikiem (artysta, karykaturzysta). Mamy syna i córkę. Mieszkam w Anglii ponad 30 lat. Większość naszych znajomych jest agnostykami lub ateistami. Miało to duże znaczenie dla mnie, wychowanej w katolickim Krakowie. Jesteśmy raczej liberalni, głosujemy na Zielonych.
Stan wojenny zastał mnie we Francji: miałam przyjaciół Francuzów o poglądach lewicowych, pomagałam organizować spotkania, wspierające Polaków, byłam współzałożycielką towarzystwa Loara-Wisła. Organizowałam spotkania Polaków i Francuzów, pakowałam dary wysyłane do Polski. W Księgarni Polskiej w Paryżu słuchałam Giedroycia i innych wspaniałych polskich intelektualistow, dyskujących przy kawie. To mnie ukształtowało. Imponowało mi, że takich Polaków mam w bliskim otoczeniu. Mnóstwo wtedy czytałam.
Po przyjeździe do Anglii, poznałam grupę polskich weteranów II wojny św., wspaniałych ludzi – przeszli gułag, Monte Cassino, stracili wszystko – a mimo to dali mi masę ciepła i dobroci na początku mego życia tam. Nie używali słowa „patriota”, nigdy. To byli zwykli, skromni, serdeczni żołnierze.
Od 10 lat spotykam nową falę polskiej emigracji. Sympatyczni, młodzi ludzie, często z dobrym angielskim i wykształceniem. Niestety, jest i spora grupa nowych „patriotów”: nacjonalistów, ultrakatolików, ksenofobów…
Ponieważ pracuję w szkole, mam świadomość, jak ważne jest formowanie poglądów, zainteresowań, umiłowania demokracji u ludzi młodych. Jestem w KOD, bo chcę, by demokracja w Europie była stabilna i dawała ludziom poczucie godności i sprawiedliwości. W Polsce chyba nie wszystkim obywatelom znane są zasady demokracji. Bardzo bym chciała, aby KOD upowszechniał to, czym jest demokracja na co dzień. Dwóch trzymających się za ręce mężczyzn ani ciemnoskóry policjant nie stanowią dla nikogo zagrożenia. Tego muszą się Polacy nauczyć, nawet jeśli prywatnie mają inne zdanie, na świecie to nikogo nie obchodzi…
Basia na stronie KOD napisała: „Nauczyłam się demokracji za komuny, mieszkając we Francji, potem w Anglii. Jesteśmy dziś w Unii Europejskiej i demokracja (lub jej brak) w każdym kraju członkowskim ma ogromne znaczenie dla Wspólnoty. KOD jest ważny nie tylko dla mieszkańców Polski. Moje dzieci są dorosłe i bardzo bym chciała, aby mogły wybrać Polskę czy jakikolwiek inny kraj Europy do zamieszkania, pracy lub nauki. Chciałabym też móc spokojnie i bez wstydu zabierać do Polski na wakacje naszych przyjaciół: gejów, muzułmanów czy Jamajczyków. Ostatnio w termach w Bukowinie kilka osob wyszło ostentacyjnie z jacuzzi, gdy weszłam do wody z moją przyjaciółka z Dominikany, czyli kobietą ciemnoskórą. „Zakaz pedałowania”, swastyki itp. obrazki są powszechne na murach miast, nawet tak nobliwych, jak Kraków. Nie usprawiedliwiajmy łamania zasad demokracji w imię prywatnych czy narodowych fobii i kompleksów! Żyjemy w Europie. Jest XXI wiek!”.

BYŁY SENATOR PO

Aleksander Świeykowski (67 lat), Praszka na Opolszczyźnie
Należę do pokolenia studentów, którzy uczestniczyli w dwóch polskich „rewolucjach”: w marcu ‘68grudniu ‘70. W 1972 r. zdobyłem nagrodę w konkursie tygodnika Perspektywy, co otworzyło mi drogę do pracy w Polskim Radio. Po roku w łódzkiej rozgłośni dostałem pracę w redakcji rolnej TVP w Warszawie. W 1975 r. wyjechałem na rok do USA: sześć miesięcy doiłem krowy na farmie, następne sześć – karmiłem pięć tysięcy świń na innej, w stanie Ohio. Po powrocie do kraju zaczęły się moje problemy z komuną…
We wrześniu 1979 r. opuściłem Polskę i poprosiłem o azyl w Szwecji. Tam podjąłem działalność, której efektem było utworzenie w Goeteborgu organizacji polonijnej, stanowiącej przeciwwagę dla istniejących struktur, współpracujących z PRL. Po ogłoszeniu stanu wojennego zacząłem wydawać miesięcznik „Sprzeciw”, rozsyłany Polonii na całym świecie. Podjąłem też współpracę z Redakcją Polską Radia Wolna Europa w Monachium, dostałem tam etat i przeniosłem się do Niemiec. Dwanaście lat prowadziłem audycje pt. „Droga przez wieś”. Kontynuowałem pracę cichociemnego, działacza PSL, przyjaciela MikołajczykaTadeusza Chciuka-Celta. Gdy Polska odzyskała wolność, a redakcja w RWE zakończyła działalność, wróciłem z rodziną do kraju. Osiadłem w małym miasteczku, założyłem firmę, uznając, że już do dziennikarstwa nie wrócę. Politykę starałem się tylko obserwować. Ale gdy powstawała PO, włączyłem się do pracy. Od 2003 r. mam wydawnictwo i wydaję lokalne pismo: „Kulisy Powiatu Kluczbork-Olesno” wychodzą w każdy czwartek na terenie dwóch powiatów do dziś – i są tu jedyną lokalną gazetą.
W wyborach 2011 r. uzyskałem mandat senatora RP. Kandydowałem też w ostatnich wyborach. Niestety, wygrał kandydat PiS. Zamierzałem z wolna wyciszać moją działalność publiczną… trudno jednak tylko obserwować, co się dookoła dzieje. Widocznie sądzone mi nadal upominać się o demokratyczny ład w naszej Ojczyźnie! Dlatego jestem w KOD. Niedawno spotkało się w Warszawie kilku byłych dziennikarzy RP RWE. Nazwiska zasłużone i znane. Smutne to było spotkanie. Nie mogliśmy zrozumieć, jak to się stało, że po 25 latach, po tak wielkim skoku cywilizacyjnym Ojczyzny, znowu trzeba upominać się o poszanowanie praw obywatelskich i porządek w Rzeczypospolitej? Ludzie, którzy nas znają, podchodzą i pytają: „To kiedy znowu zaczniecie nadawać wasze audycje?”.
Na stronie KOD Aleksander Świeykowski napisał: „Po raz pierwszy o ład demokratyczny w Ojczyźnie upomniałem się jako krakowski student, w marcu ‘68 roku. Po raz drugi także w Krakowie, w grudniu ‘70 r. Potem przez kilkanaście lat upominałem się o polską demokrację przed mikrofonem Radia Wolna Europa. Ale że trzeba będzie o demokrację w Polsce upomnieć się po raz kolejny, nie przypuszczałem…”.

LIBERALNY SOCJALDEMOKRATA

Zakodowani_010

Wojtek Leśniak (56 lat), Jelenia Góra
Urodziłem się w Świdnicy, studiowałem we Wrocławiu – Dolnoślązak o kresowych korzeniach, politolog, pasjonat historii i literatury. Od 25 lat mieszkam w Jeleniej Górze. Od lat ‘80 utrzymuję się z własnych pomysłów i pracy. Zawodowo, większość czasu jeździłem po Polsce: Warszawa, Kraków, Poznań, Kalisz. Mam spore doświadczenie w zarządzaniu, organizacji, wdrażaniu nowych koncepcji. Nigdy nie należałem do żadnej partii, nie pełniłem żadnej funkcji państwowej ani samorządowej. Przekonania: socjaldemokrata z zabarwieniem liberalnym. Tęsknię za państwem prawdziwie świeckim i dyskretnie tolerancyjnym. Mam od lat jedną i tę samą żonę, córkę, dwoje wnuków. Długie lata był też jeden pies. Teraz jest jeden kot.
Dlaczego jestem w KOD? Wynik wyborów przyjąłem jako efekt demokratycznej decyzji społeczeństwa, ale próby manipulowania ładem konstytucyjnym uznałem za bardzo niebezpieczne. KOD daje możliwość aktywnego uczestniczenia w obronie państwa prawa, z ludźmi kierowanymi podobną troską. Działam w dwóch grupach (media i animacja). Nie lubię ostentacji i brawury, ale też nie unikam zwarcia… potrafię być bezkompromisowy. Nie należę do tych, co nadstawią drugi policzek
Na stronie KOD Wojtek napisał: „Drodzy przyjaciele, koledzy, znajomi i sąsiedzi, będący wyborcami PiS i podzielający wartości przez tę partie głoszone! Nie nazywajcie proszę ludzi zebranych wokół KOD „grupą rozhisteryzowanych frustratów i sierot po PO”. Bronimy i waszych praw, przez demokratyczny porządek gwarantowanych. Wkrótce to zrozumiecie”.

KOLPORTERKA „BIBUŁY”
Jadwiga Jurkowska (91 lat), Warszawa
Pani Jadwiga jest emerytowaną lekarką, specjalistką chorób wewnętrznych. Urodziła się w 1924 r. we Lwowie, do wybuchu wojny mieszkała z rodziną na Podolu. Mieszka i pracowała jako lekarz w Warszawie. Dwoje dzieci, pięcioro wnuków, prawnuków troje… Ma założony profil na FB, ale go nie używa. Dołączyła do KOD, dzwoniąc bezpośrednio do założyciela Komitetu – Mateusza Kijowskiego. Ma ją natychmiast poinformować, gdy stowarzyszenie zostanie zarejestrowane! Bo wtedy niezwłocznie się do niego zapisze i ona, i mąż (profesor Henryk Jurkowski, lat 92, specjalista od historii teatru, poliglota).
Pani Jadwiga była członkiem-założycielem warszawskiej „Solidarności” w 1980 r. Zajmowała się kolportażem pisma MRKS, „CDN – Głos Wolnego Robotnika”. „Głos…” miał nakład do 20 tys. egzemplarzy i wychodził od 24.05.82 r. do 28.11.90 r. Tego samego listopadowego dnia NSZZ „S” w Ursusie, dowodzony przez Zygmunta Wrzodaka, odwołał z funkcji delegata na zjazd Regionu Mazowsze Zbigniewa Bujaka – a Jadwiga Jurkowska w proteście odeszła z „Solidarności”. Energiczna, obdarzona świetną pamięcią, pogodna. Trzyma rękę na pulsie, interesuje się światem. Regularnie czyta Wyborczą, Politykę, Newsweek. – Śmiertelnie się bałam, że do władzy dojdzie Macierewicz, że wróci Kamiński. No i dożyłam! Mamy trzecią okupację… – mówi mi przez telefon. – Staram się zachować dystans do ostatnich wydarzeń, ale jakoś nie mogę. Chcemy z mężem dołączyć do KOD i wspierać go na wszelkie możliwe sposoby.
Rok temu, w 33 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, prezydent Komorowski odznaczył Jadwigę Jurkowską Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski, dziękując byłym opozycjonistom „za każdy ogieniek odwagi”.
Ten ogieniek, gdy raz już jest, nie gaśnie. Wypatrujcie państwa Jurkowskich na pikietach i demonstracjach KOD! To nic, że są po 90-tce. Zapowiedzieli, że przyjdą oboje.

 

Ilustracje – Zdjęcia udostępnione przez bohaterów oraz materiały KOD.
Reportaż został opublikowany na stronie Komitetu Obrony Demokracji 6.12.2015 r.
www.komitetobronydemokracji.pl/reportaz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *