Tylko nie słodzić, proszę!

Tylko nie słodzić, proszę!

  • 11 kwietnia 2015
  • Brak komentarzy

Chuda przypadkowo dowiedziała się o Mikołaju, chorym na rdzeniowy zanik mięśni, które rodzice natychmiast muszą zabrać ze szpitala, ale nie mogą… bo brak im środków na utrzymywanie go przy życiu i rehabilitację w domu. Jak wiele osób, przekazała na wskazane konto nieco pieniędzy. Sama jest matką dwóch kilkuletnich synów, wciąż miała więc małego Mikołaja gdzieś „z tyłu głowy”… Aż któregoś dnia obudziła się z pomysłem. I wiedziała, że musi „to“ zrobić.

Żeby „to“ wytłumaczyć, należy przytoczyć anegdotę o Bobbie Geldofie, słynnym rockmanie, który tak opisał swoje zaangażowanie w pomoc dla Trzeciego Świata. „To było tak, jakby pewnego dnia Bóg stanął na progu mojego domu, zadzwonił, a gdy otworzyłem, pomyślał: „Kim do cholery jest ten facet?!” – a potem uznał: „Dobra, nie ma tu nikogo lepszego – niech będzie…”. I Bob zaczął organizować Live Aid, koncert charytatywny na rzecz głodujących dzieci Etiopii.

Chuda też ma poczucie, że ktoś wskazał ją palcem – i powiedział: „OK, nie widzę tu żadnej lepszej kandydatury… Moja droga! Trzeba zrobić to i to…”.

Mikołajek i jego drużyna
Na ekranie komputera: Mikołajek; obok – cztery blogerki, jedne z wielu współautorek antologii „Macierzyństwo bez lukru”: Agnieszka Sujata (Agnieszek), Kasia Sałek (Sistermoon), Monika Gibes (Idiomka) i Dorota Smoleń (Chuda) – pomysłodawczyni projektu.
Fot. Zosia Zija i Piotr Pióro, sesja dla „Twojego Stylu” 1/2013

Chuda, czyli Dorota Smoleń, mieszka w Krakowie i od lat prowadzi popularny blog „Od rana do wieczora”, w którym opisuje życie swojej, dziś już 5-osobowej, rodziny. Na podstawie swoich macierzyńskich doświadczeń wydała poradnik „Mamo, dasz radę!”. Jest dziennikarką, redaktorką, pisze teksty publikowane na różnych portalach, recenzuje książki. Znaczna część jej życia zawodowego i towarzyskiego toczy się w sieci. Nic dziwnego, że pomysł, z którym się obudziła, też był związany z internetem… Rozesłała zaproszenia do kilkudziesięciu kobiet, których blogi lubi czytać. Odpowiedziało 30. Z wybranych fragmentów ich zapisków powstała antologia. Do kupienia, oczywiście, przez internet! Chuda zebrała teksty, zredagowała je, złożyła w całość i nadała im tytuł „Macierzyństwo bez lukru”. Taki był zamysł wspólnej książki: że znajdą się w niej kawałki zabawne, opisujące zwykłe życie, ale będzie też o prawdziwych problemach, prawdziwych matkach i dzieciach, bez słodzenia… bo tego jest dość „w różowych pismach dla rodziców” oraz w reklamach, uważa Chuda. Antologię w postaci pdf-u można otrzymać po wpłaceniu pieniędzy na konto chorego dziecka. Suma? Dowolna! Rozsyłaniem „Mbl” zajęła się Ania – mama Mikołajka.

Blogodrużyna Mikołaja
Od lewej: Agnieszek, Sistermoon, Idiomka, Chuda
Fot. Zosia Zija i Jacek Pióro; sesja dla „Twojego Stylu” 1/2013

Blogodrużyna Mikołaja

Nie da się napisać o wszystkich, choć każda z dziewczyn byłaby tego warta. Z konieczności przedstawić można tylko parę autorek z „Drużyny Pierścienia”, wspomagającej małego Mikołaja.

Sistermoon, czyli Kasia Sałek: mama Julki, dziś 8-letniej, i dwóch 5-letnich bliźniaczek, mieszka w Dublinie. Blog, który prowadzi od 11 lat, to zapis jej rozwoju. Od rozrywkowej, szukającej miłości oraz pary dziewczyny – po spełnioną, dojrzałą, odpowiedzialną żonę i matkę. Przed urodzeniem pierwszego dziecka pisała: 
„Jak można chodzić z drugim człowiekiem w brzuchu?
 Jak to możliwe, że kobieta potrafi wyhodowac sobie w środku miniaturowego PENISA??? 

Najgorsze jest jednak to, że w ciąży nie można pić alkoholu. 
Coś powinno się z tym zrobić. 
Jest przecież szampan bezalkoholowy dla dzieci, prawda? 
Powinno być też wino dla ciężarych kobiet. Z kwasem foliowym czy z czymś, cokolwiek się w tej ciąży bierze, żeby ten ósmy pasażer Nostromo zdrowo rósł”… 


Idiomka, czyli Monika Gibes: dawniej dziennikarka, dziś rzeczoznawca-specjalista od ceramiki budowlanej, ma rude krótkie włosy, lat 39, mówi i pisze zwięzłymi zdaniami – jakby strzelała. Jest pyskata i wali prawdę niekoniecznie przebierając w słowach. Idiomka to dziewczyna po przejściach. 14 lat temu zaufała mężczyźnie, a ten okazał się patologicznym kłamcą. Przez dwa lata wspólnego życia wychodził do pracy, której nie miał, rozdawał wizytówki, które były mistyfikacją. Zorientowała się przypadkiem, gdy porozmawiała z jego szefem: delegacja okazała się podróżą do kochanki. „Zadzwoniłam pod znaleziony numer. Młoda dziewczyna, z Białegostoku. Nie miała pojęcia, że jej „chłopak” w Warszawie mieszka ze swoją kobietą i 4miesięcznym dzieckiem. Ot, zapomniał wspomnieć… Podjęcie życiowej decyzji zajęło mi jakąś godzinę. Zakończyć to, natychmiast! Po kilku dniach sprawa była definitywnie skończona, a przeprowadzka o 270 km z niemowlakiem – realizowana. Moja mama przyjechała po nas wynajętym furgonem, zapakowaliśmy rzeczy, Młodego i tak zaczęło się moje życie samotnej matki”. Kiedy Monika usłyszała o Mikołaju, ruszyło ją, że jest dzieckiem ludzi, których osobiście znała. Nie jakimś hipotetycznym maluchem. Idiomka ma wprawę w organizowaniu akcji, zbierała już dary dla pewnej, bardzo samotnej, mamy.
Agnieszek, czyli Agnieszka Sujata, bloguje 13 lat. Na podstawie bloga wydała książkę „Huśtawka” – o codziennym życiu rodziny z chorobą w tle. Mała, bohaterka bloga, czyli jej córka Justyna, cierpi na autyzm. Cały dochód z książki Agnieszka przeznacza na leczenie i rehabilitację dziecka. Zaczęła pisać, gdy Mała miała 4 lata. Dwa lata wcześniej oboje z mężem rozpoczęli walkę z jej chorobą – dopiero wtedy „się wydało”, co jej dolega. 
„Mój blog to rodzaj studni, do której idzie się wykrzyczeć wszystko, czego nie można powiedzieć na głos w normalnym świecie”, napisała Agnieszka. Jej studnia chłonęła liczne przejścia. Dziecko urodziła „siłami natury”, choć były wszelkie wskazania do cesarskiego cięcia. Justynka przyszła na świat z jednym punktem w 10-punktowej skali Apgar. „Może nie chodzić, nie mówić, nie siedzieć, trzeba się przygotować na najgorsze” – uprzedziła szorstko lekarka. Agnieszka nie wierzyła. Dziś Justyna to tzw. „autystyk wysokofunkcjonujący”: jest zdolną nastolatką, mówi po angielsku, ma bezbłędny słuch muzyczny, pływa i nurkuje. Jest też nadal zupełnie inna, niż jej rówieśnicy… wykryto u niej zespół Touretta, skutkujący tikami. Dziewczyna ma talent do puent: „Płakać można, ale nie ma po co”, mawia. Jej mama mogłaby sobie tę dewizę wyryć w herbie.
Agnieszka świetnie pamięta, że gdy zaczęła walkę o zdrowie dziecka, wiele osób, czasem zupełnie nieznanych, a czasem znanych tylko wirtualnie, bardzo jej pomogło. Gdy usłyszała o Mikołaju, poczuła, że musi „podać dobro dalej”.
I jeszcze Teściowa, czyli Beata Maj. Jej blog „Zapiski teściowej” sprawił, że stała się najpopularniejszą teściową w sieci. Mama trójki dorosłych dzieci, babcia czworga wnucząt, jedna z najciekawszych blogerek wśród autorek antologii. „Piękny, słoneczny dzień. I oto siedzimy w kościele, w drugiej, w drugiej ławce! W pierwszej siedzą rodzice ze swoim dzieckiem i rodzice chrzestni. To Olga i Paweł przynieśli swojego syna do chrztu, ze swojego domu, my tylko im towarzyszymy. Patrzę sobie z tej drugiej ławki na trójkę naszych dzieci, które nie tak często widzę wszystkie naraz, patrzę i patrzę i mam za co dziękować… Wiem, że tak nie będzie wiecznie. […]
Nie bardzo się oswoiłam z tym swoim babciowstwem.
Za każdym razem, gdy dzwoniąc do drzwi słyszę „Zobaczmy, Karolku, kto to do nas przyszedł? Chyba babcia Beatka?”, odwracam się i patrzę, co za cholerna babcia Beatka za mną znowu stoi? Zapytana niedawno: Cóż tam będziesz porabiać w Dzień Babci? – odpowiedziałam spontanicznie, stojąc w przymierzalni: Na razie mierzę nową bieliznę na Dzień Dziadka!”.

Beata jest malarką, więc poza udostępnieniem fragmentów własnych zapisków, na prośbę Chudej błyskawicznie zaprojektowała logo „MbL”. Na pierwszy rzut oka – babeczka z kremem i wisienką na czubku. Na drugi – matka z niemowlęciem na kolanach. Wszystko narysowane jedną, wijącą się kreską. Beata jest zwolenniczką dobrych uczynków w rodzaju ugotowania zupy dla chorej sąsiadki, a nie urządzaniu balu dobroczynnego na „szczytny cel”. Akcja Chudej wydała jej się właśnie taką „zupą”.

Realne pieniądze za wirtualny produkt

Dorota (Chuda) uważa, że miała mnóstwo szczęścia do ludzi. No i trafiła z antologią w temat. Ludzie chcą czytać o prawdziwym rodzicielstwie. Z jego troskami, cieniami, problemami. Zainteresowała ich też forma: kto kupi, przeczyta coś ciekawego, a na dodatek dziecku pomoże! Oraz cena – którą każdy czytelnik ustalał sam. Najniższe wpłaty wynosiły jeden złoty, ale były i takie po kilkaset. 
Antologia okazała się sukcesem.
W styczniu 2011 r. rodzice chorego chłopca na swoim blogu „Mikołajkowo” ogłosili apel – prośbę o pomoc dla synka. Jedenaście dni później antologia zaczęła być sprzedawana w sieci. A Chuda dodatkowo założyła blog „Macierzyństwo bez lukru”, by podtrzymywać zainteresowanie publiczności oraz… rozliczać się  z każdego grosza. Miesiąc później, gdy sprzedane były 23 egzemplarze, na konto Mikołaja wpłynęło prawie 1200 zł. O projekcie zaczęto pisać. Kolejny miesiąc – i znów 600 zł. Znalazły się dziewczyny, które bezpłatnie przetłumaczyły antologię na angielski i niemiecki, więc teraz można ją czytać również za granicą. Po wakacjach na rzecz Mikołaja wpłynęło kolejne 1200 zł.
W styczniu 2012 r. „MbL” dostaje wyróżnienie w konkursie na Blog Roku 2011, a Chuda, jako autorka projektu, prezent: 1000-złotowy bon od firmy jubilerskiej Apart. I zamiast kupić sobie coś ładnego, przekazuje go na licytację. Konto Mikołaja zasila przeszło 1100 zł od Anny, internautki, która aukcję wygrywa. W grudniu 2011 r., rok po rozpoczęciu sprzedaży w sieci, wirtualne dotąd „Macierzyństwo…” wychodzi drukiem – jako dodatek dwumiesięcznika „Czas Kultury”. Dobrze się sprzedaje i przynosi kolejny tysiąc złotych. W ciągu półtora roku blogerki nazbierały dla Mikołaja ponad 8 tysięcy!

Nowa bryka dla Mikołaja

Dobytek Mikołaja: respirator, ssak, pulsoksymetr (wypożyczony), łóżeczko, gaziki, strzykawki, cewniki. To wszystko w jednym pokoju. Tylko, że to nie wszystko! „Jako że nadal nie mamy specjalnego wózka, Miki jest skazany na spacery po mieszkaniu” – napisała na blogu „Mikołajkowo” jego ciocia Wiola. „Wygląda to następująco: mama lub ciocia trzymają Słodziaka, a tata kontrolując obie rurki łapie respirator pod pachę i chodu. Przodem sunie osoba trzymająca Misia, a tuż za nią spocony, sapiący Tata w roli tragarza ;) I tak sobie chodzimy. Miki ciekawie rozgląda się na boki, odwiedza kuchnię, a w przedpokoju śmieje się do swojego odbicia w lustrze i wyraźnie widać, że Ten z Lustra to całkiem spoko koleś;) A nas, poddanych bolą kręgosłupy…. Ale co zrobić! Skoro Książę lubi”.
Ania Kamińska, mama Mikołaja, nie prowadzi bloga. Nie ma czasu. Ciężko jej znaleźć nawet chwilę na rozmowę. Jak wygląda życie z dzieckiem chorym na rdzeniowy zanik mięśni, tłumaczy mi za nią Dorota: – Mikołaj nie ma siły sam oddychać, ssać ani gryźć, bo te wszystkie proste czynności wymagają udziału mięśni. A jego mięśnie są wiotkie, zanikają. Robią to za niego maszyny. Życie takiego dziecka zależy więc od determinacji rodziców. Odżywianie i oddychanie trzeba kontrolować przez cały czas, dbać o higienę, wymieniać opatrunki pod rurkami, dzięki którym powietrze trafia do płuc, a mleko – wprost do żołądka, zmieniać filtry, końcówki rur, każdy dzień zaczynać i kończyć oklepywaniem dziecka i odsysaniem wydzielin. Wszelkie infekcje grożą powkłaniami, a to właśnie powikłania sprawiają, że tak chore dzieci umierają już w szpitalu, w wyniku zakażeń…
To dlatego, gdy Mikołaj przebywał siedem tygodni na OiOMie, jego rodzice – Marcin i Ania – na gwałt szukali pieniędzy, aby go stamtąd zabrać.
Utrzymanie chorego dziecka kosztuje tyle, że… strach liczyć.
Sam specjalistyczny wózek, dzięki któremu można wyjść na spacer, a nie tylko krążyć po mieszkaniu w trzy osoby – to 18 tys. złotych. NFZ refunduje jedną dziesiątą tej kwoty. Niezbędne jest łóżko rehabilitacyjne, specjalny leżak do kąpieli, peloty do podtrzymywania główki w wózku (żeby się nie obijała), cewniki, strzykawki, kompresy, pieluchy.
Marcin, tata Mikołaja, dziękując na blogu za pomoc okazaną rodzinie, szczegółowo wyliczył, co kupiono za zebrane pieniądze i jak bardzo podniosło to komfort życia Mikołajka (każdy może zobaczyć i przeczytać, i ludzie to robią – wejścia na blog idą w dziesiątki tysięcy). Dzięki antologii udało się kupić Mikołajowi „nową brykę”. Codziennie jest na spacerze. Rodzice zabrali go nad morze. Zobaczył młodego rekina na żywo, za szybą morskiego akwarium, a nie w telewizorze.

Wielka awantura o MAMĘ

Antologia sprzedawana w sieci to jedno, a blog „Macierzyństwo bez lukru” – drugie. Półtora roku w sieci, i przeszło 150 tysięcy odsłon „MbL” na blogspot.com, duże zainteresowanie na platformie blogowej Latte24.pl, gdzie można czytać fragmenty wybieranych przez Chudą blogów.
Lekturę zawsze zaczyna ta sama informacja: po co „MbL” powstało i dla kogo, jak można pomóc dziecku, którędy do „Mikołajkowa”, jaki jest numer konta i jak można przekazać 1% na leczenie.
Na Latte24.pl Chuda zaczęła też wrzucać notki… bardziej „nieuczesane”. No i wsadziła kij w mrowisko!

„Wyziera z gazet, sączy się z telewizora i okładek celebryckich zwierzeń, wyretuszowany wizerunek kobietypisze blogerka Magda Kiełbowicz– Zwłaszcza tej w ciąży i zaraz po. Pięknej, świeżej, wypoczętej, dla której porodówka i pobyt w SPA to wyzwanie o podobnym stopniu trudności. Paranoiczny strach przed słabością, a jeszcze większy przed przyznaniem się do niej, spycha nas na krawędź absurdu. W dwa dni po porodzie dżinsy sprzed ciąży leżą jak ulał, obowiązują szpilki i maksymalnie miesiąc na powrót do pracy. Nie ma szwów, nawału pokarmu ani łez bezradności – w ogóle nic nie ma z tych rzeczy, które ewentualnie mogłyby wam się kojarzyć z pojawieniem się noworodka”.

Trafiła w sedno. Internautki to podchwyciły: w mediach są piękne sesje ciążowe, zachwycanie się zaokrąglonymi kształtami gwiazd. Potem dziecko jest na świecie, a jego matce odmawia się prawa do posiadania brzucha. „Wróciła do formy”, pisze się i mówi o mamach-celebrytkach. Formy, czyli figury modelki. „Kto nas, matki, przykrawa do tej formy? I my się na to jeszcze zgadzamy?” – napisała Monilia.
Rachel Cusk, modna brytyjska pisarka, autorka autobiograficznych powieści, wysnuła odważną tezę: „Kobieta, stając się matką, umiera”.
„Ja widzę to nieco inaczej” – napisała na „Mbl” autorka bloga „A-kocica-papierosa”. „Nie jako śmierć, a raczej stan żywcem zapeklowania. W sensie, że nas, mateczki, najpierw w solankę, potem w słoik i teraz patrz, jak życie jest gdzie indziej”.

Blogi zbuntowanych mam na Latte24.pl czytają nie tylko inne kobiety, ale też mężczyźni. I komentują: o co wam chodzi, drogie panie – kobiety już takie są, że nie wiedzą, czego chcą. Wcale nie jesteście nieszczęśliwe, tylko się na takie stylizujecie. Żebyśmy na was zwrócili uwagę. I za to was kochamy! A jakby wam ten słoik zabrać, to dopiero byłby płacz…
Jednak nie mężczyźni są najsurowszymi krytykami… Najokrutniejsze dla „złych matek” są inne matki. W domyśle: te dobre. I nie dlatego, że nie wiedzą, o czym tamte mówią albo same czegoś podobnego nie przeżyły. Chodzi o to, że o pewnych rzeczach się nie mówi! „Zdradzę wam wielką tajemnicę macierzyństwa” – napisała na Late24.pl Gladys. „Jest ono, uwaga, NUDNE. Nudne zupełnie nowym, nieznanym wcześniej wymiarem. Nudne jest mówienie po raz setny „aguuu”, wyliczanie „idzie raczek”, nudne jest noszenie dziecka w kółko, gadanie. Nie od razu. Nie po dziesięciu minutach. Nuda wkrada się po wielu dniach. Obciążające jest, że nikt wokół tej nudy nie rozumie. Nie rozumie jej partner, jeśli spędza z dzieckiem 15 minut dziennie. 

Pod tym wpisem – 30 komentarzy. Oburzonych, odsądzających od czci (taka matka dziecka nie kocha!), oskarżających o głupotę (nuda jest w tobie, ciesz się, że nie masz większych zmartwień) i… pełnych empatii (przyznajcie, czy kiedy setny raz pochylałyście się nad malcem, robiącym ślicznie „aguuu”, nie rozwierało i wam szczęk ziewanie z nudów?!). 
Największy odzew przyniósł jednak wpis Frustratki. „Zabić to mało. Siebie, ich, jego. Charczą, kaszlą, smarkają. Nie chcą pić, nie chcą jeść, nie chcą brać leków. Nie mogą spać. Dzieci są chore, wszystko staje na głowie, sama stajesz na głowie, żeby tylko wyzdrowiały. Nocami wyciągasz psią matę i warujesz pod łóżkami. Z miską na rzygi, ze ścierą, z termometrem i strzykawkami do lekarstw, do picia. Jak mogłaś dać się w to wrobić. I komu? Oddałabyś wszystkie pieniądze świata. Żeby ktoś wziął cię na ręce, położył do łóżka, zaparzył herbatę, dał gorzkie lekarstwo i nakazał spać. Oddałabyś wszystko, żeby na jedną noc… znów stać się dzieckiem. I śnić w malignie, i patrzeć zamglonymi oczami na zatroskaną twarz własnej matki”. Prawie sto komentarzy – i niemal wszystkie krytyczne. Już nie tylko Frustratce się dostało, „pod obcasy” poszło całe „Macierzyństwo bez lukru”! Blogerki nie są matkami. Co to za bzdury w ogóle? Głęboko przesadzone wynaturzenia, nierzeczywiste. Sam tytuł idiotyczny, ale chwytliwy. Cud po prostu, że my – matki – nie dostałyśmy dotąd schizofrenii! Na próżno Chuda próbuje prostować: że antologia zawiera na ogół pogodne, wyważone teksty – jedynie tu, na platformie internetowej, pozwalamy sobie na gorętsze dyskusje. Blog „MbL” nie ma dyskredytować macierzyństwa, ma tylko mówić o nim prawdę. Chuda delikatnie zwraca uwagę, że osoby krytykujące nie znają antologii, nie kupiły jej, ale się oburzają. Zaprasza do czytania, pomagania. Po eksplozji niechęci – tylko jedna „hejterka” przyznała, że kupiła i przeczytała antologię… i że zupełnie zmieniła zdanie. A potem została jedną z autorek drugiego tomu.

Gwiazdka Mikołajka

Niezależnie od huczku na blogach – życie w domu Ani i Marcina Kamińskich, rodziców 2,5 letniego dzisiaj Mikołajka i 8-miesięcznego Michała, toczy się stałym rytmem. Mikołaja trzeba karmić co 3-4 godziny, 15 razy na dobę odsysać zalegający śluz, by organizm dobrze funkcjonował. Zdrowie chłopca pozostaje bez zmian, a to… dobra wiadomość. Największa obecnie troska Ani: co zrobić, by syn nie zamartwiał się coraz bardziej widocznymi różnicami między nim a bratem? – Jestem pewna, że ma główkę pełną myśli i pytań – mówi matka. – Do niedawna obaj leżeli w wózeczkach. Teraz Michał coraz energiczniej się przemieszcza, Mikołaj też by chciał!
Widzą, że chłopczyk jest zaskoczony tym, że brat wstaje, chodzi. Do rodziców krążących wokół przywykł, ale że brat zrobi mu taki numer…? Starają się tłumaczyć: „Widzisz, każdy człowiek jest inny, ty jesteś spokojniutki, leżysz sobie, patrzysz – a Michał wszędzie się pcha… Babcia też jedna mówi do ciebie bez przerwy, a druga bardzo niewiele, ale my obie kochamy…”.
Mikołaj co prawda nie mówi, ale rodzice i tak rozmawiają z nim non stop! Zadają też pytania – takie, na które można odpowiedzieć „Tak” lub „Nie”. Mikołajek ma swoje zdanie i upodobania. Wie, której bajki chce posłuchać, kategorycznie odmawia innej. Ukochane to „Lokomotywa”, „Stefek Burczymucha”, „Słoń Trąbalski”. Podobają mu się obrazki, gdy słucha opowieści – cały się w niej zatraca, „jest w bajce”. Rodzice umieją odczytać każdy gest, zmarszczenie buzi, wyraz oczu, ruch głowy dziecka. Mikołaj się rozwija: można mu już powiedzieć „Śpij” albo „Poczekaj chwilę, nie teraz” – i liczyć na zrozumienie. Bywał obrażony, że taty długo nie było, odwracał oczy. Teraz rozumie: tata musi wyjść do pracy, ale wróci. W grudniu ma imieniny, więc przyjadą „Mikołaje na motorach” – koledzy Marcina, motocykliści, którzy charytatywnie rozwożą dzieciom zabawki.

A prezent Mikołaj wybierze sobie sam. Niedawno poszli razem na zakupy: przed południem, gdy w sklepie jest mniej ludzi (im więcej ich, tym więcej gapiów). Pokazywali synkowi rzeczy, pytali, na co ma ochotę? Mikołajek zażyczył sobie bluzy. Obejrzał kilka, uparł się na jedną. – Bardzo fajna! – zapewnia Marcin – Szara, z kapturem. Na froncie ma kosmitę!
Na święta jadą z dziećmi do rodziców, na Podkarpacie. Mają kilka życzliwych miejsc, gdzie nikt się nie gapi. Wigilia pewnie nie będzie długo trwała… o 18.00 trzeba oklepać synkowi plecki, położyć go spać. Wszystko układa się pod Mikołajka. Marcin pracę ustawił tak, by w tygodniu co dwa dni brać dyżury nocne, a potem pomagać żonie. Ania… nie ma czasu umalować rzęs, zjeść obiadu, nie wychodzi do kina, nie choruje – bo nie może sobie na to pozwolić. Kładzie się o 24.00, budzi o 4.00, żeby dać jeść  Mikołajowi, śpi „w odcinkach”. Czasem jestem tak zmęczona, że wstaję z łóżka i nie mam siły wsunąć stóp w klapki, biegnę boso, do jednego albo do drugiego…
Raz na tydzień jadą do mamy Ani na obiad. Babcia zajmuje się dziećmi, oni mogą się położyć i… przespać. Trudno sobie to wyobrazić, ale od przeszło czterech lat główny deficyt w ich domu, to brak snu.
Mimo to jednego Marcin zrozumieć nie może: jak ludzie w podobnej sytuacji mogą dziecko zostawić w szpitalu? Pamięta dziewczynkę, chorą jak Mikołaj, na tym samym oddziale. Co trzy godziny przychodziła do niej pielęgniarka. Karmiła, przewijała, odwracała na bok – przodem albo tyłem do okna. I odchodziła. Pewnie, że jest im ciężko, ale dla syna chcą życia, a nie wegetacji. „Trzeba szukać dobrych stron, nie skupiać się na tym, co złe, bo by człowiek oszalał. Jeden uśmiech Mikołaja, i człowiek jest taki szczęsliwy…”.

Niedawno położył syna na własnym brzuchu i spojrzeli sobie w oczy, leżąc jak dwie ciepłe foki. „Wygodnie ci, bo tata ma gruby brzuch, co, Mikołajku?”, zapytał, a mały zaczął się śmiać. I chichrali się tak, ojciec z synem, dobre dziesięć minut, aż się cali trzęśli i łzy im napłynęły do oczu.

Aldona Wiśniewska

mikolajek_003
Mikołajek i jego mama Ania

W 2. tomie antologii „Macierzyństwo bez lukru” autorki wzięły się za mity, stereotypy i banały: czy dziecko cementuje związek? Czy jeden jego uśmiech wszystko wynagradza? Czy serce matki to najlepszy drogowskaz? Ich przemyślenia i doświadczenia skomentowała pani psycholog.

W 3. tomie po raz pierwszy głos zabierają ojcowie: „Co powie tata?”

Jak kupić e-book MbL dowiecie się TU: http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2011/02/jak-zdobyc-antologie-nowe-zasady.html
Cała kwota ze sprzedaży trafia na konto Mikołajka.

*
Na rzecz Mikołajka można też zrobić przelew na konto wspierającej go fundacji:

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
Łomiańska 5, 01-685 Warszawa
41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
Bank PeKaO SA Oddział 1 w Warszawie
*
Do przelewów z zagranicy:
PKOP PL PW 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
Bardzo ważne jest, by napisać w tytule wpłaty:

13401 Kamiński Mikołaj – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

*Obecnie Mikołajek ma już 4,5 roku.

Reportaż o Mikołajku i blogerkach-współautorkach antologii „Macierzyństwo bez lukru” ukazał się w miesięczniku „Twój Styl” 1/2013 pt. „Bliskość w sieci”.
Zdjęcia z sesji dla „Twojego Stylu” udostępnione dzięki uprzejmości autorów: Zosi Zija i Jacka Pióro.
Wszelkie prawa zastrzeżone.

Twój Styl 1/2013Bliskość w sieci, Twój Styl 1/2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *