Spacer z Hanną Krall

  • 4 września 2013
  • Brak komentarzy

Idę ulicą w Białymstoku, patrzę na wielkie fotogramy, a ze mną wszystkie czytane kiedyś książki Hanny Krall. Pamiętacie? Jest ciemno, mała dziewczynka siedzi w łóżku – przerażona. Opiekunka czyta jej Mickiewicza: „Stała się rzecz niesłychana, pani zabiła pana”… A potem duch tego pana zabitego przychodzi, zbrodniarkę porywa do piekła, więc dziewczynka słucha, boi się, i ledwie zauważa, że za oknem w ciemnościach coś szura nieznośnie. „Co to?” – pyta. „Nic” – mówi opiekunka i czyta, o liliach, które „rosły wysoko, jak pan leżał głęboko”. Dziewczynka po latach dowie się, że wtedy, gdy chłonęła opowieść, za jej plecami, w ciszy, z szuraniem niezliczonych butów, poprowadzono do wagonów tysiące ludzi – żydowskich mieszkańców miasta.

Miriam

Okiem wyostrzonym przez Hannę Krall, patrzę na portret mężczyzn, zebranych na ulicy. Są dwie, niemal takie same, wersje: tutaj dopiero co się zgromadzili, fotograf zrobił zdjęcie. Tutaj, widocznie, ktoś wrzasnął: „Muetze ab!”. Żydom nie wolno stać przed narodem panów z okrytą głową. Stoją nieco inaczej, głowy nagie, spojrzenia inne, czujne, choć zdjęcia dzieli zaledwie chwila. Na innej fotografii żydowscy policjanci wiozą „kontyngent”, obowiązkową dostawę do wagonu. Znów Hanna Krall: taki wóz zatrzymała kiedyś na warszawskich Stawkach, podczas akcji likwidacyjnej w getcie, kobieta. Wysoka, w zgrabnych oficerkach i kostiumie. Miała menażkę, pustą, jakby chwilę wcześniej kogoś nakarmiła. Zapytała kobietę z dzieckiem, która jechała na wozie i próbowała się wykupić pierścionkiem (a policjant mówił, że nie może go wziąć, bo skąd weźmie kogoś na jej miejsce?) – „Pani nie chce jechać na Umschlagplatz, prawda?”. Kobieta potwierdziła. „To proszę zsiadać, ja pojadę za panią”. Ludzie na wozie osłupieli. Mówili, że musi jej coś za to dać – więc dała ten pierścionek. Kobieta założyła go na palec nie patrząc i pojechała zamiast niej na śmierć. Hanna Krall zobaczyła w niej matkę Jezusa, biblijną Miriam. Kto inny wtedy mógłby się tak zachować? Patrzę na zdjęcia – i znowu, pani Hanna, rozmowa z Edelmanem: „Najważniejsze dla mnie było nie dać się wepchnąć na beczkę”. W warszawskim getcie Niemcy wepchnęli na beczkę starego Żyda. Dla śmiechu. Obcięli mu siwe pejsy, kazali tańczyć. Filmowali. Edelman mówił, że powstanie w getcie było po to, żeby samemu wybrać rodzaj śmierci. Nie dać się wsadzić na tę beczkę.

Aryjskie rysy

W podziemiach Muzeum Podlaskiego w Białymstoku – ciąg dalszy. Życie codzienne, okruchy, jakie pozostały. Szewski warsztat, ogłoszenia rzemieślników, nieliczne skarby ze spalonych świątyń, strzępy świętych ksiąg. Piękne twarze: przedwojenna inteligencja, dziewczyny i chłopcy o wielkich, czarnych oczach. Rodziny. Roześmiani młodzi na wakacjach. W pamięci Hanna Krall znów, a z nią jej bohaterka, Małgorzata Bonikowska – pracownica archiwum ŻIH. Oglądała zdjęcia ocalałe z zagłady i myślała: „Co się z tobą stało? Ocalałaś, miałaś dobry, aryjski, „kartoflany” wygląd…”. Perkaty nos i jasne włosy mogły oznaczać w tamtych czasach życie. Szukała nazwiska wśród fiszek i rzeczywiście – ucieszyła się, że miała rację. Co zobaczyłaby w twarzach tej rodziny, zebranej tłumnie przy świątecznym stole?
Większość postaci na fotografiach zdaje się przemykać za plecami widzów, dzięki ekspozycji, zbudowanej z przeszkleń oraz luster. Nie całkiem minęli, niezupełnie odeszli. Ich cienie mówią bez słów: „Byliśmy tu…”

Józef i Icchak

Od ataku 17 września 1939 r. Białystok nie jest już miastem polskim – to wojenny łup, pod okupacją sowiecką. Niemcy weszli do miasta 27 czerwca 1941 r., zerwano pakt Ribbentrop-Mołotow. Tego dnia spłonęła Wielka Synagoga, a w niej 700 wiernych spalono żywcem. Około tysiąca Żydów Niemcy zabili po prostu na ulicach. Ten dzień ma swego bohatera: dozorca synagogi, Józef Bartoszek, uratował ok. 30 ludzi. Pod koniec czerwca Żydzi spędzeni zostali do szczególnej roboty: zwalają z cokołów jeszcze lśniące nowością pomniki Stalina i Lenina – do niedawna sojuszników Rzeszy. W lipcu metodycznie mordują żydowskich komunistów i inteligentów (czy to nie oni stoją w grupie na zdjęciu, raz w czapkach, po chwili bez czapek?). Ginie kolejne 3000 ludzi. Getto białostockie powstaje 26 lipca 1941 r. Za bramami dzielnicy, z której usunięto chrześcijan, tłoczy się 50 tys. Żydów. W środku – głód, choroby, terror. Próby przetrwania: niemieccy przedsiębiorcy szybko otwierają parę fabryk, korzystając z niemal darmowej siły roboczej. Ale już w lutym 1943 r. zaczynają się „akcje”. W getcie ginie 900 osób, pierwsze 10 tysięcy Niemcy wywożą do obozów zagłady. I ten czas ma swego bohatera: nazywa się Icchok Malmed. Zatrzymany, oblewa kwasem niemieckiego policjanta, a ten niechcący zabija swojego kolegę. Getto za to zapłaci: rozstrzelanych zostaje 100 osób. Następnego dnia na bramie Judenratu Niemcy wieszają Malmeda.

Powstanie

W kwietniu 1943 r. docierają do Białegostoku emisariusze z Warszawy: warszawskie getto walczy! Zawiązuje się Samoobrona Żydowska, bojowcom udaje się kupić trochę broni. Na czele stają przysłany z ŻOB, Modechaj Tennenbaum-Tamaroff oraz Daniel Moszkowicz. 16 sierpnia 1943 r. wybucha powstanie. Tak jak w Warszawie, Niemcy zaczęli tego dnia systematyczną likwidację getta. Powstańcy – około 200 bojowców, w tym kobiety – walczą cztery dni… Nie udaje im się przebić do pobliskich lasów. Ani utrzymać punktów oporu (najlepiej zamaskowaną kryjówkę bojowców ktoś zdradził). To nierówna walka. Głównie o to, by „nie dać się wepchnąć na beczkę”. Pojmani z bronią w ręku są rozstrzeliwani na miejscu. Reszta mieszkańców getta trafia do obozów zagłady: Oświęcimia, Majdanka, Treblinki, Terezina.

Dzisiaj

Ostatni transport, do obozu w Stutthofie, wyjeżdża w listopadzie 1943 r. Mieszkańcami Białegostoku przed I wojną światową niemal w 68 proc. byli Żydzi. Przed II wojną (ze względu na inaczej poprowadzone granice miasta), stanowili 43 proc. ogółu mieszkańców. Z 50.000 mieszkańców białostockiego getta wojnę przeżyje zaledwie 7.000, do domów wróci 1000. 250 osób ocaleje, kryjąc się w lasach, dzięki pomocy ludzi z wiosek. Po wojnie, w 1948 r., mieszka ich w Białymstoku 520. Dziś tylko kilku mieszkańców przyznaje się, że jest Żydami. Synagog nie ma, gmina żydowska nie istnieje. Na codzień mówi się o tym niewiele. Wystawę „Byliśmy tu/We were here” zorganizowało Muzeum Podlaskie. Ratując nam wszystkim pamięć o nich. Warto zobaczyć.

BIAŁYSTOK – wystawa „Byliśmy tu/We were here” [w 70. rocznicę powstania w białostockim getcie, czynna do 31.10.2013]

Aldona Wiśniewska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *