Mazury – po prostu raj

  • 14 września 2013
  • 2 komentarze

Od sześciu lat każdą wolną chwilę wiosną, latem I jesienią spędzamy na Mazurach. U przyjaciół, którzy są szczęśliwymi właścicielami wielkiej polany otocznej lasem. W sezonie tyle tam w trawie dorodnych, czerwonych kropek, że nazywamy ich Władcami Poziomek. I pomyśleć, że trzy lata trwało namawianie nas, żebyśmy tam przyjechali po raz pierwszy! Albowiem NIC tam nie ma. Siedliska, domu, szopy, dosłownie nic. Jest wielka łąka, otoczona drzewami, a na niej studnia z pompą. Do jeziora idzie się kilka minut I trzeba przekroczyć szosę. Do wsi – podobnie. Nie ma ludzi w pobliżu i to, wszystko razem, jest najfajniejsze.

Niedaleko polany Władców Poziomek któregoś lata zobaczyliśmy coś, co ucięło przedłużające się rozmowy: warto kupić składany kajak, czy nie warto? Babięta, a w niej – wypożyczalnia. I bardzo sympatyczny właściciel, którego, z racji sylwetki – natychmiast nazwaliśmy „Pudzian”. Eleganckie, kolorowe kajaki, jak zaprojektowane przez Pollocka, pan Pudzian dostarcza chętnym w dowolne miejsce [35 zł za kajak dwuosobowy + dopłata za dowóz]. Wybraliśmy krótką, 2-3 godzinną trasę na początek: malowniczą, dziką Babięcką Strugą: można nią spłynąć od jeziora Krawno lub jeziora Białego do przystani Pudziana w Babiętach. To szlak Krutyni, ale na odwrót niż tam okolice Babięt są puste i ciche. To coś, czego się zawsze na Mazurach szuka, a coraz trudniej już to znaleźć.

Kajaki dowożone są nad wodę, przenoszone przez Pudziana I jego pomocników. Dostajemy parę wskazowek, poduszki, wiosła I kapoki, umawiamy się na telefon, „jakby co”. I płyniemy! Zgodnie z niezbyt oczywistymi wytycznymi: „Kierujcie się w lewo, tam zobaczycie pręt i obok niego będzie trzeba odbić”. Yyyy…? Ale jest fantastycznie! Z wody świat wygląda zupełnie inaczej. Szukamy naszej drogi, nurt niesie.
Troszkę błądzimy, nie dowierzając, że naprawdę trzeba wpłynąć w szuwary gęste jak łąka – ale jakie to ma znaczenie?! Ahoj przygodo. Przed nami dzika rzeka – zaczyna się zabawa!

Struga Babięcka

Jest wartka, ale płytka, miejscami nurt przegradzają zwalone drzewa. Będzie trochę kajakowej gimnastyki… chowamy się, żeby przepłynąć pod gałęziami, wyskakujemy do wody na płyciznach. Czysty, biały piasek na dnie. Czysta, piękna woda. Mijamy przedwojenny, pruski most z czarnego dębu: takie drewno jest mocne jak stal, prawie niezniszczalne…
„Wpłynąlem na suchego przestwór oceanu… wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi”. Płyniemy „po trawie”, ledwie widać wodę między gęstymi liśćmi młodego tataraku. Żaby bardzo się dziwią, witają hałaśliwie. Dawno nikt tutaj nie zaglądał. Widoki – obłędne. Przyroda – na wyciągnięcie ręki. Nenufary widziane z kajaka mają liście wielkie jak takerze… I znowu przestrzeń. I żywego ducha. Tak pusto nie jest jednak zawsze: w upalny sierpniowy weekend będziemy mijać kajak za kajakiem, ruch jak na Marszałkowskiej! Stadko łabędzi noc sobie jednak z naszej obecności nie robi.

„A państwo do kogo?!” – tata łabędź potrafi być groźny, staramy się więc wyglądać niewinnie i bezbronnie… Na wodzie drzemie, z dziobem pod skrzydłem, gromadka dzikich kaczek.
„No nie wierzę! Ludzie, popatrzcie!” – pokazują nas sobie, wiemy dobrze, że nie jesteśmy tutaj u siebie.

Na wodzie jest dzikość zupełna, a przecież to tak niedaleko „cywilizacji”. O krok dosłownie czeka gościnna przystań w Babiętach. „Pudzian” też czeka – wycieczka trwała cudowne trzy godziny. Kąpiemy się w czystej wodzie przy pomoście. Gospodarze są bardzo gościnni: może macie ochotę na ognisko? Może kiełbaski, grill, piwo albo wódka? Może nocleg (tylko 20 zł)? Ale na nas już czekają przyczepki, tym razem dziękujemy… Zasłużyliśmy na lody w pobliskim Czarcim Młynie. Obiecujemy sobie za to powtórzyć tę imprezę tak szybko, jak się da. I tym razem wybierzemy trasę całodzienną – przez Babant!

Aldona Wiśniewska

Galeria zdjęć

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *