Love story na dwa blogi

  • 4 listopada 2013
  • 3 komentarze

Co to było, właściwie – fakt, że się spotkali? Przeznaczenie, palec Boży, los? Nie potrafią powiedzieć. Bo nic nie wskazywało na to, że tak się stanie. Ich drogi zupełnie się nie przecinały. Jednak oboje od pierwszej chwili poczuli: „To będzie coś ważnego”.
A teraz, już trzeci rok, są dopasowani i zgrani tak bardzo, jak tylko kobieta i mężczyzna być mogą.

justborn

Iza wcześniej żyła w związku, o którym mówi, że był toksyczny. Wiedziała o tym. Ale trwał przeszło dwa lata, nawet mieszkali już ze sobą. Myślała zupełnie trzeźwo: „Tkwię w chorym układzie, to mi szkodzi”. Ale kochała, więc tkwiła w nim dalej. Była apatyczna, blada, dużo paliła. Miała 23 lata i myślała, że życie wlaśnie się skończyło. Jej partner któregoś dnia „…tonem takim, jak „kupiłem świeże bułki”, powiedział: „Już cię nie kocham, Misiu”. Umarłam. A potem poczułam, że jestem… wolna. Szczęśliwa?” – napisała na blogu, założonym właśnie wtedy – na pociechę. Po tamtym facecie został modem, który zamontował w jej komputerze. Umożliwiał kontakt z internetem. Nazwała blog „justborn”, przekonana, że właśnie zaczyna nowe życie – jakie by ono nie było.

empee

Paweł wychował się na warszawskiej Pradze. Zaliczył maturę, grał na gitarze rockowe kawałki w stylu Pink Floyd, od 15-go roku życia zarabiał na siebie, pracując jako informatyk, dźwiękowiec, oświetleniowiec. Do domu wracał tylko żeby się przespać, nie miał czasu w nim mieszkać. Nie był blokersem, nie był łobuzem, ale rodzina i tak uznała go za odmieńca. Blokersi myśleli o nim to samo – nim skończył 26 lat, zdarzyło mu się uciekać przed watahą dresiarzy, przeżyć uliczną strzelaninę, raz dotyk noża na szyi, a raz lufy pistoletu na skroni. Nie miał ochoty ciągle uciekać ani żyć w strachu. Dzielnica, miasto, wreszcie kraj brzydziły go. Zdecydował, że ma dość. Postanowił, że wyemigruje. Do Kanady. Nie wiadomo, dlaczego tamtego zimowego wieczoru wszedł na Blog.pl, stronę, którą rok wcześniej ktoś mu polecił. „Nie wiem, o co chodzi, ale na pewno mnie wkręca” – uznał; informatycy często robią sobie kawały. Sam je robił, od lat pracował wtedy przy komputerach.

002

To wyglądało niewinnie. Serwer oferował możliwość pisania w sieci czegoś w rodzaju pamiętnika, listów… Miał już własną stronę internetową, więc po co mu blog? Napisał pierwszą notkę, podał link do swojej strony.

Inne blogi niespecjalnie go interesowały: jakaś Iskierka, Stokrotka, Adonis35, co to w ogóle jest?! Swój nazwał zwyczajnie: empee, od inicjałów. Pisał krótko, po męsku: czasem jedno, czasem kilka zdań. O tym, co mu się zdarzyło w ciągu dnia albo o komputerach. Któregoś wieczoru zajrzał w listę nowicjuszy na serwerze Blog.pl (wystarczy godzina, aby „wylęgło się” około czterdziestu blogów!). Przeczytał: justborn. To było nietypowe. Wszedł na blog, zostawił kilka słów. Wygląda na to, że ktoś się wtedy w niebie nad nimi dwojgiem zlitował.

syjam

Napisała o kocie. Syjamskim kocie, ktory ją kocha jak człowiek, nieustannie szuka bliskości i ma po ludzku piękne, niebieskie oczy. To była może trzecia notka? Pojawił się pod nią komentarz: „Ja też kocham koty …”. Podpisany: empee. Komentarze wpisywali głównie znajomi. Jego (czy jej?) nie znała. Zajrzała na empee.blog.pl, kliknęła w link do strony. Uznała, że autor jest interesujący. Pisał, jakie są jego ulubione potrawy, kolory, hobby. I jakie kobiety są jego ideałem… Czytała i myślała: niemożliwe, żebyśmy byli tak bardzo do siebie podobni? Odpisała żartem: „Jak śmiesz na swojej stronie pisać o mnie?!”.

parking

Bardzo szybko stał się ważny. Ona dla niego chyba też. Godzinami rozmawiali na gadu-gadu, nie mając pojęcia, jak które wygląda. „Spotkamy się?”

Paweł okazał się praktyczny i pragmatyczny: umówili się na parkingu pod supermarketem, u wylotu szosy poznańskiej, mieli razem kupić prezent, którego szukał dla siostry. Wielkie, anonimowe miejsce, z którego łatwo się wydostać, gdyby coś poszło nie tak. Zawsze można powiedzieć: no dobra, zrobiliśmy zakupy, miło było, zadzwonię. Odrobinę intymności zapewniała tylko pora spotkania: mieli się zobaczyć tuż przed północą. Informację, gdzie i z kim idzie, Iza zostawiła przyjacielowi –„facet z internetu” mógł przecież okazać się niebezpiecznym wariatem.

oczy

Paweł: – Zobaczyłem ją jeszcze w samochodzie, gdy skręcała na parking. Przyjechaliśmy dokładnie w tym samym czasie. Tylko że ona mnie nie widziała.

Wysiadła wysoka dziewczyna w skórzanym płaszczu do kolan (pomyślał: nie znoszę skórzanych płaszczy). Zapamiętał czarne włosy i jasne oczy.

Iza: – Był strasznie chudy. Wysoki,w puchowej kamizelce i luźnych spodniach, które chyba miały maskować tę chudość. Bardzo krótko ostrzyżony. Ale przede wszystkim zobaczyłam oczy: wielkie, brązowe i DOBRE…

Utonęłam w tych oczach.

* * *

Rozmawiamy w Modulorze, kawiarni przy Placu Trzech Krzyży, gdzie Iza chodziła na kawę, studiując tuż obok anglistykę, i gdzie wciąż lubią wpadać. Paweł siedzi naprzeciwko, więc widzę: ma zupełnie zwyczajne, piwne oczy, pociera co chwila palcem prawe, mówi, że je sobie zatarł. Ale ci dwoje nie patrzą na mnie, tylko na siebie. Uśmiechają się. Iza wyciąga dłoń nad stolikiem, żeby pogłaskać Pawła po twarzy, on tę rękę całuje – nie ma ich tutaj; są na parkingu przed supermarketem, tam, gdzie spotkali się po raz pierwszy (znam tę magię, wiem, co znaczy tonąć w czyichś oczach).

pocałunek

Nie widywali się potem. Rozmawiali tylko na blogach. „Pierwsze wrażenie, które na mnie zrobiłaś, było dobre… aż za dobre” – napisał. Izę bardzo ten jego dystans zaniepokoił. Paweł powiedział jej, że ma dziewczynę. Zapowiedział, że nie zrobi żadnego kroku, nie dotknie innej, nie pocałuje nawet w policzek na do widzenia – dopóki nie załatwi tamtej sprawy. Rozmawiali też o Kanadzie. „Super, on mi zaraz wyjedzie. Nie mam szczęścia” – pomyślała. Ale po miesiącu umówili się na herbatę u Architektów. Paweł nie dostał wizy. „Może to przeszkoda, a może właśnie pomoc dla mnie?” – napisał bez żalu na blogu.

003

Kilka godzin rozmowy twarzą w twarz, w ciemnościach, ledwie parę centymetrów od siebie – minęło jak chwila. – Teraz mogę już dać ci buziaka na do widzenia – powiedział, i musnął jej policzek ustami. „Marzyłam, żebyś sie pomylił o kilka centymetrów i pocałował mnie w usta” – napisała tego samego wieczoru justborn.

miłość

– Gdy któregoś dnia przyjechał i powiedział, że jest już wolny i mój – mówi Iza – Po prostu się na niego rzuciłam!

Wtedy też pierwszy raz Paweł został na noc. Iza mieszka z rodzicami, w domu pod Warszawą egzystują pod jednym dachem cztery pokolenia: pradziadek, babcia, rodzice, ona i młodszy brat. Ale ten dom uznał ją za dorosłą i samodzielną osobę, odkąd skończyła osiemnaście lat. Tylko babcia, która rano najwyraźniej czekała na wnuczkę. Zapytała: – Podobało ci się?

I pokiwała głową, gdy Iza zawołała entuzjastycznie: – TAK!!!

eros, tanatos

Chorwacja, ciepłe morze, słońce, owoce – oni dwoje i kochanie się noc w noc, do upadłego… To miały być wymarzone wakacje.

– I tam mnie dopadły „schizy”, straszny kryzys – mówi Iza. – Moje toksyny zaczęły wychodzić. Gdzie ja jestem, z kim, co tutaj robię?! Mój były mówił zawsze, że każdy związek wcześniej lub później umiera, choć czasem trwa to wiele lat. I że wtedy jest jeszcze gorzej. Nagle zaczęłam myśleć, że on ma rację.

W dodatku… Paweł nie umiał pływać. Ona pływa jak ryba, od piątego roku życia. Co robić nad ciepłym morzem z facetem, który idzie na dno jak kamień?

Paweł: – Nauczyłem się błyskawicznie, dla niej. Odkryłem, że dobrze mi idzie pływanie pod wodą. Po prostu nie byłem w stanie zsynchronizować unoszenia się na wodzie, poruszania w niej i oddechu.

Ale ona nagle spanikowała: zapłakana mówiła, że im się nie uda, że się pomylili, nie wyjdzie, bo po prostu nie może wyjść! Każdy następny dzień jest tylko przedłużaniem agonii miłości, a potem – boli…

Wziął ją w ramiona, utulił. Powiedział: – Uda się, uwierz. Biorę to na siebie, bo cię kocham. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Przekonasz cię.

To przeważyło; że zachował się jak prawdziwy facet. Kiedy wracali do Polski, było już jasne, że „my dwoje” jest mocne jak skała.

W Warszawie czekały złe wieści: ojciec Pawła w szpitalu, z rakiem płuc. Umierał. Ulubione papierosy, których kilka pudeł przywieźli z wakacji, poszły precz. Paweł, wypalający paczkę dziennie, rzucił palenie z dnia na dzień.

– Tata strasznie Izę lubił, rozpromieniał się, kiedy przychodziła. Trzymał ją za rękę. Na jej imieniny upiekł ciasto ze śliwkami – opowiada Paweł. – Nigdy wcześniej tak się nie zachowywał.

Przez trzy miesiące patrzyli bezradnie, jak silny, zaledwie 55-letni mężczyzna ginie w oczach. Niewiele spali, obejmując się i rozmawiając (o wszystkim, bo dla nas nie ma tematów tabu… – twierdzi Iza. – Uważaliśmy, że o śmierci też trzeba mówić). Równolegle żyli w dwóch światach: potwornej męki przyglądania się, jak ktoś najbliższy odchodzi. I w niebie – bo miłość kwitła, jak nigdy. Paweł w dzień ocierał łzy mamie i siostrze, nocą wypłakiwał się w ramionach Izy. „Nikt nigdy nie był dla mnie taki dobry jak ty. Dziękuję” – pisał. Kochała go, pocieszała, rozpieszczała, gotowała dla niego, masowała obolałe mięśnie. Rozstawiali się tylko, gdy było to naprawdę konieczne.

eros

On na jednym koncu wielkiego miasta, ona na drugim. Z Pragi do Nadarzyna jest przeszło trzydzieści kilometrów. Dzięki blogom mieli jednak nieustanny kontakt. Gdyby urodzili się epokę wcześniej – pomiędzy dwoma domami krążyliby posłańcy i listy. W XXI wieku mogli pisać do siebie i odpowiadać w mgnieniu oka. Dawniej, z czasem powstałaby z tych listów może powieść – na blogach czytani byli natychmiast, już. We dwoje przyciągnęli co najmniej 700 stałych czytelników, liczba pozostałych, zaglądających nieregularnie, jest kilka razy większa. Po kilkanaście osób wchodziło codziennie na oba blogi, aby złożyć kondolencje, pocieszyć albo po prostu napisać, że ich miłość jest piękna. „Jak ja Ci zazdroszczę tej ślicznej justborn!!” – powtarza się w komentarzach, bo często wklejają zdjęcia. Blog justborn z tego okresu to zbiór erotyków, w którym więcej jest zasugerowane, niż nazwane. Króciutkie, miłosne haiku – skondensowane do kilku słów lub zdań wyznania, pękające od uczuć. Jest w nich zakochaną kobietą, poetką, uwodzicielką. I jest nieprawdopodobnie szczera. Nie ma mowy, aby ktoś pozostał obojętny wobec takich wyznań! Empee w odpowiedzi pisze: „Kocham, kocham, kocham!”.

– Nie myślałam o tym, że ktoś mógłby wykorzystać te zapiski – wzrusza ramionami Iza. – Pisałam, żeby zatrzymać chwilę. Żebyśmy mogli do nich wrócić.

Ktoś jeszcze zauważa, że blog justborn jest niezwykły. W konkursie internetowym jesienią 2003 roku jego autorka zdobywa II nagrodę.

zaręczyny

Najważniejsza jest miłość. Cała reszta życia układa się wokół niej. Iza kończy studia, broni pracę magisterską na pięć, zdobywa pracę lektorki, potem ją traci. Paweł rozstaje się z nielojalną firmą komputerową, wygrywa proces z pracodawcą i odszkodownie, ale jest bezrobotny. Zmartwienia są mniejsze, bo wspólne. „Damy sobie radę ze wszystkim, bo MY SIĘ KOCHAMY!” – oznajmia empee całemu światu na blogu.

Rośnie bliskość, uczucie, marzenia, plany. Ona, dziewczyna z dobrego domu, niemal panienka ze dworku – dzieciństwo spędziła we dworze, przerobionym na wiejską szkołę, babcia była nauczycielką – nie bardzo rozumie, dlaczego on chciał emigrować. „Przecież w Polsce nie jest tak źle?”. Paweł, z perspektywy spokojnego domu w Nadarzynie, daje się przekonać.

004

„W sobotę odwiedziliśmy miejsce, gdzie Iza mieszkała w dzieciństwie” – pisze empee. „Cudowne, magiczne, spokojne. Jak Ona. Rozmarzyłem się, czułem, jakby czas się zatrzymał. I ona obok mnie, uśmiechnięta, szczęśliwa, ciepła. Trzymałem rękę na jej udzie i czułem niesamowite ukojenie. Wszystkie problemy zniknęły. Pokazała kościółek, malutki, drewniany, na pagórku, w którym, jak mówiła, chciałaby powiedzieć TAK. Poczułem dokładnie to samo… Widziałem nas idących do ołtarza, klękających, przyrzekających. Tak będzie, wiem, chcę, wiemy, chcemy…”.

On za wywalczoną odprawę kupuje jej, lektorce angielskiego (aktualnie bez pracy) pierścionek zaręczynowy – taki, o jakim marzyła: ultranowoczesny „krzaczek” Byczewskiego, z czarnego srebra. I obrączki – tytanowe, ciemne, przypominające odcięty kawałek stalowej rurki. Kosmiczne. Po staroświecku jednak drży, oświadczając się o jej rękę, pomimo że zna odpowiedź. „To próg do przekroczenia dla każdego mężczyzny. W końcu robi się coś takiego tylko raz w życiu, nie?” – pisze na blogu.

005

Wiedzą, czego chcą oboje: jednej osoby, jednej miłości na całe życie.

„Chcę być z Pysią zawsze. Chcę, żebyśmy pomarszczeni i siwi spacerowali trzymając się za ręce, a wokół żeby biegały nasze wnuki”.

Pysia, Niunia, Ukochana – to o niej. Pyś, Najdroższy – to o nim. Od „uśmiech na pysiu jest”, jak mówi on. Z uśmiechem chcą się budzić obok siebie i zsypiać.

schizy

Inaczej: świry, traumy, urojenia, paranoje. Lęki, które dopadają ni z tego ni z owego i jego, i ją. – Nie wiem, skąd to się bierze? – mówi Iza. Może dlatego, że tak dużo mam do stracenia?! Prześladuje mnie myśl, że skoro mam wszystko, czego pragnęłam, co sobie wymarzyłam, coś musi się wydarzyć.

Śmierć ojca Pawła jeszcze wzmocniła strachy. Aby przepędzić schizy – nie tylko rzucili palenie, prześwietlili też płuca. I zgodnie pomaszerowali zrobić sobie… test na obecność HIV.

„Przecież nie trzeba być ćpunem czy też prostytutką żeby załapać tego uroczego bakcyla. Wystarczy zakochać się, zaufać komuś… Ile razy już to zrobiliście?Ile razy kochaliście się, pieprzyliście, rżnęliście (czy jak by tego nie nazwać) bez zabezpieczenia?” – zapytała swoich czytelników justborn, retorycznie.

„Tylko raz? Czasem to o jeden raz za dużo…

Gdyby okazało się, że akurat na mnie trafiło, chciałabym to wiedzieć. W końcu są sposoby, żeby przedłużyć życie osoby seropozytywnej. A niewiedza, jak zawsze, ZABIJA…”.

Podała adres kliniki, gdzie każdy może pójść w ich ślady.

Paweł nie wierzył, aby wynik mógł być zły. Ale zbadał się, dla niej. „Ja i nasze przyszłe dzieci jesteśmy z Ciebie bardzo dumni” – napisała justborn. Oboje mieli wynik negatywny. Najpiękniejsze minusy świata.

szczęście

Miało być tak jak sobie wymarzyli – i było. Żadnej sukni-bezy i czarnego garnituru. Ona w kremowym komplecie własnego pomysłu, z włosami ściętymi asymetrycznie jak skrzydło kruka (jest urodzoną stylistką). On w kremowym garniturze. Do tego bukiet czarnych kalii i jego ciemna koszula. Na świadka zaprosili Adomasa, twórcę serwisu Blog.pl, dzięki któremu się poznali. Prezent ślubny od admina odkryli, wpisując kolejne notki: oba ich blogi uznano za opłacone do… dwa tysiące setnego roku. Mogą pisać na nich bez końca. I nadal piszą.

Pysiątko

W styczniu justborn i empee urodził się synek – Kuba. Śliczny, można go obejrzeć w internecie… Mieszkanie na piętrze u rodziców zamienili w królestwo jasności: sami zrobili remont, powiększając przestrzeń, sami dobrali kolory. Jest pastelowe, słoneczne, pełne powietrza. Widzą w oknach korony drzew i czerwony neon „3M”, na który kiedyś Iza patrzyła samotnie. Pod oknem stoją, ustawione do siebie pod kątem, dwa stoły, na nich dwa komputery. Czasami do późnej nocy siedzą o krok od siebie, wpisując notki i wciąż flirtując ze sobą na blogach.

trendowe torebki

Iza ma jeszcze jedno dziecko: wiosną założyła niewielki butik w sieci. Wyszukuje w hurtowniach niezwykłe torebki. Nadaje im oryginalne nazwy, zaopatruje w zabawne opisy. Za niewielkie pieniądze można u niej kupić online „Sen Picassa”, „Cekinostradę”, „Chudą jamniczkę” albo „Pawia na smyczy”. Wymyśliła fotokonkurs „Moja torebkowa miłośc”, przekonuje, że nie oczy, ale torebki są zwierciadłem kobiecej duszy… Siedząc w domu z maleńkim Kubą, po opanowała programowanie w html – jej strony są ciekawe, wyrafinowane. Butik w internecie dopiero raczkuje. Jak Kuba. Iza marzy, żeby pomysł wypalił. Jest ambitna, na jej „mapie szczęścia”, kolażu wyklejonym z kolorowych gazet, który ma przyciągać dobry los – oprócz miłości i rodziny, jest jeszcze jedna sprawa do wygrania: SUKCES.

***

Miłość justborn i empee kwitnie i nic się nie zmieniło, choć przestali przypominać parę nastolatków. Już tak nie wariują, nieobecność ukochanej osoby nie odbiera tchu ani snu, choć nadal nie wyobrażają sobie życia bez siebie.
– Wolę taką miłość. Dojrzałą, spokojną, po przejściach – mówi z namysłem Iza.
– „Motylki w brzuchu” i tak mamy przez cały czas – twierdzi Paweł.
To widać. Wystarczy spojrzeć, jak się całują na do widzenia, chociaż rozstają się tylko na chwilę. Jakby na całym świecie nie było oprócz nich nikogo.

Aldona Krajewska
Zdjęcia ślubne Izy i Pawła Malczyków: Bart Pogoda
http://bartpogoda.net

* * *

Adam Wojtkiewicz, „Adomas” – twórca serwisu Blog.pl

świadek na ślubie Izy i Pawła Malczyków

Zaproszenie na ślub Empee i Justborn bardzo mnie zaskoczyło. Ja świat internetowy traktuję z dystansem, jako coś mniej ważnego, niż świat rzeczywisty. Dlatego sposób, w jaki się poznali, był i jest dla mnie dosyć niezwykły… Mam staroświeckie poglądy: internet jest dla mnie narzędziem pracy oraz sposobem na podtrzymywanie istniejących, nie-wirtualnych znajomości. Iza I Paweł są ludźmi otwartymi, tolerancyjnymi, o szerokich horyzontach, obytymi technicznie – reprezentują cechy, które bardzo cenię u innych. Z internetu korzystają w sposób zdrowy, nie szukają w nim ucieczki od świata. Poczułem się wyróżniony, choć nie jestem w najmniejszym stopniu współautorem sukcesu, jakim okazała się ich internetowa znajomość! Myślę, że takie historie będą zdarzały się częściej. Kiedy ludzie ciężko pracują, mieszkają w dużym mieście, nie mają wiele czasu na życie towarzyskie, medium takie jak blog świetnie nadaje się do znalezienia bratniej duszy. Można w nim opisać swój świat, otworzyć się, dać się poznać i samemu poznać kogoś, czytając o jego świecie. Łatwo potem przejść do korespondencji i w końcu spotkać się. Jeżeli blogi prowadzone są szczerze to, jak widać, dają dużą szansę na poznanie się podobnie myślącym osobom.
Nie słyszałem jednak o nikim innym, komu przydarzyłby się taki „blogowy” romans.

* * *

Reportaż o romansie na blogach ukazał się w miesięczniku „ZWIERCIADŁO” nr 1/2005.
Wtedy (w pierwszych latach nowego tysiąclecia) internet był młodszy, blogi były stosunkowo nowym sposobem wypowiadania się i porozumiewania, a spotkanie dzięki nim miłości życia wydawało się czymś nieprawdopodobnym i rewolucyjnym.
Adomas z czasem sprzedał Blog.pl Iza i Paweł są razem już niemal 12 lat. I nadal się kochają :) Trendymania to dziś nie mały sklep internetowy z torebkami, lecz wielka galeria, skupiająca licznych artystów i rękodzielników. Iza spełnia jedno swoje marzenie po drugim. Jednym z nich było własnoręczne tworzenie artystycznej biżuterii. Warto zajrzeć: www.trendymania.pl oraz www.izamalczyk.com
Co jeszcze u nich słychać? Napiszę, gdy po 12 latach ponownie się spotkamy…

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *