Lalka z Dzikiego Zachodu

  • 3 listopada 2013
  • 2 komentarze

Autorka cienkiej książeczki, widocznej na zdjęciu, Mary Hickey, opisuje trzy lalki-szmacianki, które ze swymi małymi właścicielkami „podbijały Dziki Zachód”, towarzysząc ludziom w wędrówce ku nieznanym terytoriom. Jej bohaterki to Beth (1750 r.), Elizabeth (1860 r.) i Lizzie (1904 r.). Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wszystkie mają coś wspólnego z Elisabeth Benett, bystrą i niezależną heroiną „Dumy i uprzedzenia” Jane Austin… Książeczka zawiera wykroje i wskazówki, jak uszyć lalki, oraz dwa miniquilty dla nich (patchworkowe kołderki o wzorach „Kurza stopka” i „Tulipany z prerii”). Sprowadziłam ją ze Stanów. Miałam wtedy – 20 lat temu, jak się okazuje! – ostrą „fazę” na szycie quiltów (pikowanek) i patchworków (kompozycji z łatek). Moja córeczka miała mniej więcej dwa lata. Kupiłam książkę, widząc na okładce lalę podobną do ukochanej, szmacianej Petroneli z własnego dzieciństwa… I zabrałam się do szycia. Mary Hickey pisze, że lalki są bardzo ważne w rozwoju każdego dziecka: przytulając je, karmiąc, czesząc, bawiąc się w dom czy tuląc w poszukiwaniu poczucia bezpieczeństwa, dzieci zawsze cieszyły się przyjaźnią lalek… Dziewczynki i dorosłe kobiety łączy z lalkami więź szczególna. Rozwijają w nich opiekuńczość, umiejętność troszczenia się o kogoś, okazywania czułości, wyrażania uczuć. Dlatego nie chciałam, żeby moja córka miała wyłącznie Barbie. Prawdziwa lala „do kochania” powinna osobowością i wyglądem przypominać dziecko. Miękka przytulanka łatwiej staje się nieodłączną towarzyszką i ma silny wpływ na rozwój emocjonalny i uczuciowy dziecka. Wierzyłam w to, więc z zapałem zabrałam się do szycia! Dawniej babcie i mamy często same szyły swoim dziewczynkom lale. Do wyboru były: Beth – jak jej właścicielka, mała Johanna, miała rude włosy, a na szyi satynową wstążkę. Mieszkały w Moody Corners w Massachusets i obie nosiły sukienki oraz pantalony, zgodne z modą panującą w 1750 r. wśród osadników. Albo Lizzie: w 1904 r. przyjechała z małą Martą Oleson do Bella Coola Valley w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie. Hickey pisze, że Marta sypiała na rozkładanym łóżku z Lizzie w objęciach, w chatce z bali, którą zbudowali jej rodzice. Lalka miała dobre serce, więc swój koszyk chętnie dzieliła z Henriettą – ukochaną kurką Marty. Ogrzewała biedulę, która podczas wyjątkowo mroźnej zimy straciła jedną nóżkę. Uśmiechniętą buzię Lizzie wyhaftowała Marty babcia. Ja chciałam uszyć Elizbeth… Urzekły mnie jej rumieńce- aplikacje, a rude warkocze kojarzyły się z  Anią Shirley. Oryginalna Elizabeth była w 1860 r. własnością małej Lucy Tompton. Lucy mieszkała z rodziną (zupełnie jak bohaterki serialu „Domek na prerii”) w chacie z bali na prerii w Kansas. Razem spały, razem czesały warkocze przy świetle lampy naftowej. Lucy sama uszyła dla Elizabeth kołderkę z łatek i troskliwie ją opatulała. „Wyraz buzi Elizabeth oddaje zachwyt bezmiarem i pięknem prerii, a także radość z jej przyjaźni z Lucy” – pisze Mary Hickey. Było tak rzeczywiście, czy autorka wszystko wymyśliła? Nie wiem. Wiadomo, że napisała jeszcze jedną książkę: „Pionier Storybook Quilts”. Zawiera 13 wzorów tradycyjnych, pięknych miniquiltów oraz opowiadania o dzieciach na Dzikim Zachodzie. Uszyłam Elizabeth głowę, rączki i tułów oraz jedną nogę. Stworzyłam jej twarz i rude włosy. A potem… poległam. Maszyna odmówiła współpracy, nie pomógł sprowadzony fachowiec. Połamałam kilka igieł, koniec jednej niebezpiecznie wystrzelił mi w oko – i wtedy się poddałam. Zarzuciłam szycie zupełnie. Zosia z czasem przestała pytać, czy i kiedy dokończę jej lalę… Smętna i płaska ledwie skrojona noga lalki leżała w już nie-dziecięcym pokoju córki na regale. I wtedy poznałam Małgosię. Bez niej Elizabeth by nie było! Zaopiekowała się nią, wyleczyła, stworzyła do końca. Sama zestawiała większość dostarczonych szmatek. Stroje Elizabeth to m.in. kawałki spódnicy w kratkę, którą nosiłam w ósmym miesiącu ciąży, koszul w paski jej dziadka i taty, fragmenty dziecięcych sukienek Zosi, wreszcie słowacki kreton z czasów, gdy z ojcem mojej córki jeździliśmy w Vysoke Tatry. Jak to w patchworkach – pozszywana historia rodziny, można powiedzieć. Zosia dostała ją na progu 23. roku życia. Uśmiała się na myśl, że będzie pierwszą lalką jej przyszłej córeczki. Małgoś! A ja się nie mogę na tę twoją-naszą lalkę napatrzeć. Aldona Wiśniewska [lala i opowieść o niej wg. „A Pionieer Doll and Her Quilts”, wyd. That Patchwork Place, 1992] Współpraca: Małgosia Żuczek, artystka-rękodzielniczka, prowadzi blog Sercem Szyte http://szyjemy.blogspot.com

2 komentarze

  • MamaKini pisze:

    Aldonka, już Ci nie raz pisałam, że to była dla mnie wspaniała lekcja szycia i bycia. Bycia z historią rodzinna w bardzo namacalny sposób.
    Dziękuję

  • Aldona Wiśniewska pisze:

    Twoja i moja, NASZA lalka! Oraz Zosi. I może jej córki w przyszłości. Niezwykła przygoda. Bez Ciebie by jej nie było. To ja dziękuję :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *