Andy Warhol. Rozpacz i sława

  • 12 września 2013
  • Brak komentarzy

Dla mamusi – Andik. Urodzony 6.08.1928 r. w Pittsburgu, datę i miejsce urodzenia często zmyślał. Rodzice, Andriej i Julia Warhola, para Rusinów ze słowackiej wioski Mikova, byli grekokatolikami. W Pittsburgu mieszkają w „Ruskiej Dolinie”, dzielnicy mniejszości, mało kto mówi tam po angiesku. Andriej pracuje jako robotnik budowlany. W latach Wielkiego Kryzysu, głównie dorywczo. Rodzina utrzymuje się z zasiłku, półki w kuchni zapełniają tanie gotowe zupy Campbella. Julia Warhola wycina potem z pustych puszek blaszane kwiaty – na sprzedaż. Andik jest wątły, chorowity i dziwaczny – nerwowy, niezgrabny, łysieje. Ale ma talent plastyczny. I świetnie dogaduje się z dziewczynkami. Jego sekretem jest, że tak naprawdę – woli chłopców…

Karaluchy w portfolio

Rodzice posyłali go na lekcje rysunku, ukończył też wydział projektowania użytkowego Carnegie Institut of Technology. Znalazł pracę jako dekorator wystaw, ale fascynuje go film i moda. W 1949 r. rusza na podbój Nowego Jorku. Z obskurnych nor, dzielonych z  karaluchami, przynosi portfolio do najbardziej wypasionych ówczesnych redakcji… Udało się w „Glamour”! Wieść niesie, że z teki z pracami jeden insekt wybiegł wprost na biurko naczelnej. Pismo zamawia serię rysunków Warhola z butami. Są świetne.

Andycytaty:
Dziś coś rozbiłem i uświadomiłem sobie, że powinieniem choć raz w tygodniu coś rozbić, aby pamiętać, jak kruche jest życie.

Andy rysuje potem szminki, staniki i opakowania kosmetyków dla „Harper’s Bazaar” oraz „Vogue”. Potem ilustracje do książek i okładki płyt. Podpisane: „Andy Warhol”, końcowe „a” znika z nazwiska. Trzy lata po wyjeździe z Pittsburga ma w NYC pierwszą indywidualną wystawę (cykl ilustracji do sztuk Trumana Capote). Świetnie zarabia jako grafik reklamowy. Julia przyjeżdża do syna, by prowadzić mu dom i pilnować, aby „się nie stoczył”. Namawia, by znalazł sobie żonę.
Andy chętnie rysuje jej liczne syjamskie koty. Matka podbarwia rysunki, kaligrafuje na nich – razem wydają, w mininakładzie 190 sztuk, dwie książeczki: o aniołach i kotach.
Kolejne cztery lata, i Warhol jest u szczytu kariery.

Fabryka marzeń

Ciągnie go pop-art, realistyczne przedstawianie przedmiotów i idoli kultury masowej, szuka własnej drogi. „Chlapie” jak Pollock, „piksluje” jak Lichtenstein. Aż w końcu, „to jest to”: znajduje własną drogę, sitodruk – technika, która pozwala obrazy produkować niczym kolejne puszki zupy czy butelki coca-coli, masowo! To nie są zwykłe, banalne wydruki. Warhol sitodruk wynosi na wyżyny sztuki, tworząc kompozycje skomplikowane technicznie i artystycznie wybitne. Równie bezceremonialnie, jak z zupą czy bananem, obchodzi się z twarzami „nowych świętych”: gwiazdami ekranu, politykami, muzykami. W latach 60. ma wielki loft, byłą wytwórnię kapeluszy, gdzie wszystko kazał pomalować jest na srebrno. Silver Factory staje się modna, przyciąga mnóstwo oryginałów i sław. Warhol jest punktem centralnym i największą gwiazdą Factory.

Wariatka Valerie

Bawi się sztuką. I bawi się ludźmi. Ku utrapieniu dziennikarzy, w wywiadach potrafi powtarzać: „Tak”, „Nie”, „Nie wiem”. Gdy kupi kamerę, oświadczy, że kończy z malarstwem, bo… robienie filmów jest prostsze. Powstają wielogodzinne zapisy zwykłych czynności, kilometry taśm pozbawione scenariusza i akcji. Jest mnóstwo chętnych, by dla niego grać! Niektóre filmy ocierają się o pornografię. Głośne imprezy w Fabryce przerywają jeszcze głośniejsze tragedie. Po przedawkowaniu narkotyków w 1966 r. umiera 28-letnia przyjaciółka Andy’ego, Edie Sedgwick. A w 1968 r. omal go nie zabija, kilkakrotnie strzelając z rewolweru, inna „ćpunka i wariatka”, Valerie Solanas.

Mówił później o sobie, że wygląda jak sukienka od Ives‘a Saint Laurenta, bo „ma mnóstwo szwów”. Musiał też nosić ortopedyczny gorset. Warhol kończy z Silver Factory, kupuje duże biuro, zapełnia je spokojnymi ludźmi.

Na wystawie można było zobaczyć, jak to wszystko jest zrobione. Najpierw duże płachty grubego, czerpanego papieru o wyraźnej fakturze. Na tym zrobiony „podrys”: grubym ołówkiem zaznaczone najważniejsze linie, odtworzone z fotografii. Te „podrysy” przypomniały mi zapomnianą, dziecięcą zabawę sprzed lat: pod ilustrację w książce podkładało się kalkę techniczną, pod nią kartkę, a potem ryło tępym, grubym ołówkiem po obrazku. Zabawa zakazana, bo książki się niszczyły. Na kartce ślad, z grubsza podobny do oryginału, wypełniany był kolorami. Andy Warhol wykorzystuje podobną technikę. Na szkic nakłada kolejne warstwy kolorów i kształtów za pomocą sit drukarskich. Z bliska podglądanie tego pod światło jest fascynujące… Tu na przykład jest co najmniej 5 kolejno nałożonych warstw, przy czym beż na twarzy Jaggera to nie jest beż, tylko matowe złoto – do gry barw, faktur i kształtów dodaje jeszcze złotawy połysk. Podobnie z czernią: jest i matowa, i błyszcząca. Plus dodatkowo efekt papierowej wydzieranki. Na to wszystko szkło, które odbija światło w galerii i nasze odbicia, ledwie widoczne – powstaje kolejna, trudna do przewidzenia warstwa, bo w każdej sali będzie inna. Jestem pewna, że Andy byłby z niej zadowolony! Tego wszystkiego nie odda żadna reprodukcja, niestety. Na plakatach i w książkach serigrafie Warhola są płaskie, a barwy pozbawione głębi. Dlatego gdy ktoś raz zobaczy oryginały, gotów jest potem kopnąć się, by je zobaczyć ponownie, np. do Krakowa… Jeśli będziecie mieli okazję oglądać gdzieś Warhola, idźcie koniecznie! Inaczej niczego się o nim nie dowiecie i będziecie myśleć stereotypami: „Marna technika, nadmiar autoreklamy, a w ogóle, to o co wszystkim chodzi z tym Warholem?!”.

Portrety z taśmy

W latach 70-tych, po dużej wystawie zbiorczej, jego prace stają się modne. Andy wraca do malowania, bo, jak mówi – „ma wiele gąb do wykarmienia”. Jego przyjaciele to niebieskie ptaki, stale jest nimi otoczony. Proces twórczy zorganizował jak pracę przy taśmie: w jednym pokoju czeka klient, w drugim robi mu się zdjęcie polaroidem, dalej powstaje rysunek, potem tworzone są i nakładane na papier kolejne barwne sita, z których powstanie obraz. Kosztują niemało: indywidualny portret u Warhola można zamówić za 100.000 dolarów, z rodziną – za 150.000.

Samotność w rupieciarni

Srebrną perukę Warhola i jego styl znają wszyscy, on też zna już wszystkich. Mówi się wręcz, że jest go wszędzie za dużo: „Nadworny portrecista elit, odcinający kupony od własnej legendy”. Ale nadchodzą lata 80. i jego twórczość przeżywa kolejny boom. Nowi, młodzi artyści uznają mistrza, kochają, rozumieją! Warhol znów jest u szczytu sławy. Jest też coraz bardziej samotny. Nieliczni kochankowie odeszli, matka nie żyje. W kilkunastu pokojach na Manhattanie mieszka sam. Zajmuje dwa, reszta to składowisko kompulsywnie gromadzonych rupieci. Jest też spora kolekcja dzieł sztuki (na aukcjach po śmierci artysty sprzedano ją za 20 milionów dolarów).

Zmyślony

Ostatnie prace Warhola to mroczne, ciemne autoportrety. Regularnie uczęszcza na msze w cerkwi. Ma dość sławy, anonimowo pomaga w schronisku dla bezdomnych. Umiera 22.02.1987 r., po banalnym zabiegu – wycięcia woreczka żółciowiego. Pochowano go w rodzinnym Pittsburgu. Chciał mieć na grobie napis „Figment” („Zmyślenie”). Rodzina się nie zgodziła.

Andycytaty

„Dziś coś rozbiłem i uświadomiłem sobie, że powinieniem choć raz w tygodniu coś rozbić, aby pamiętać, jak kruche jest życie”.
„Kiedy ktoś pragnie grać w filmie, łatwo jest kupić jego życie”.
„Byłem umówiony na wiele spotkań, ale postanowiłem zostać w domu i ufarbować sobie brwi”.
„Maszyny mają mniej problemów. Chciałbym być maszyną”.
„W dzisiejszych czasach każdy może mieć swoje 15 minut sławy”.
„Chętnie wystąpię na otwarciu czegokolwiek, z deską klozetową włącznie”.
„Chcę być maszyną do zarabiania pieniędzy. Zarabiać pieniądze to sztuka, pracować to sztuka, ale robić dobre interesy – to sztuka największa”.
„Jestem człowiekiem dogłębnie powierzchownym”.

Aldona Wiśniewska
[korzystałam m.in. z książki Z.Sawickiej, cykl „Mistrzowie sztuki nowoczesnej”, Warszawa 2010]

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *